Sprawdź, czy popełniasz ten błąd, gdy Twoje dziecko złapie infekcję. To co zrobiła ta matka było przerażające!

10
Rate this post

Kochani, dzisiaj mocny tekst. Sezon przeziębień trwa w najlepsze, bo zima, jak się okazuje, nie powiedziała jeszcze ,,baj,baj- do widzenia”. Jak sytuacja wygląda u Was? My cały czas walczymy, ale z różnym skutkiem. Choroby moich dzieci sprawiły, że nie mogę przemilczać takich tematów. Uważam, że po to mam swoje miejsce w sieci, żebym mogła dzielić się z Wami- Rodzicami moimi przemyśleniami, czerpać od Was porady, wymieniać refleksami z rodzicielskiego świata.

 

Jakiś czas temu znudzona ciągłym siedzeniem z chorym Stefkiem w domu postanowiłam się wyrwać i po południu zabrałam starszaka na salkę zabaw. Tak się złożyło, że przepełniona zazwyczaj salka, świeciła pustkami. W myślach chwaliłam moment, w którym wpadłam na ten genialny pomysł. Szał zabawy porwał mojego syna i troje jego współtowarzyszy. To był czas na kawusie dla matek. Chwilo trwaj, jesteś piękna! Jednak parafrazując klasyka, my rodzice powinniśmy spieszyć się kochać takie chwile, bo tak szybko odchodzą… Zbyt pięknie…

 

Z recepcji zaczęły dochodzić krzyki.

-,,Oho jakaś mamuśka szaleje”- skwitowała jedna z nas.

– Pewnie składa reklamacje na krzywe ściany.

 

My zaczęłyśmy się śmiać, ale przesympatycznej recepcjonistce nie było do śmiechu. Na nic się zdały tłumaczenia.

 

Ja, jak to ja- ciekawa świata porzuciłam moją ciepłą kawkę i postawiłam czym prędzej sprawdzić, co się dzieje. Tym bardziej, że nie cierpię, gdy ktoś rozwiązuje swoje problemy krzykiem. Was też to tak drażni? Ludzie, naprawdę możemy rozmawiać normalnie. Powiem więcej, zawsze przynosi to lepsze efekty.

 

Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam młodą dziewczynę z recepcji, której do słowa nie dała dojść rozwścieczona matka na oko sześcioletniej dziewczynki. Tłumaczyła chaotycznie, że wracają z córką z sanek i że dziecko wcale nie jest chore, a kaszel i katar to efekt zmęczenia. Hmmm, serio, pomyślałam?

 

Robiło się coraz ciekawiej, bo matka nie dawała za wygraną. Postanowiła wejść na salkę zabaw za wszelką cenę. Kiedy podeszłam bliżej moim oczom ukazała się dziewczynka w różowym kombinezonie z podkrążonymi od kataru oczami, czerwonym nosem i polikami. Miałam wrażenie, że zaraz się przewróci…Jej mama uparcie tłumaczyła młodej recepcjonistce, że córka jest zdrowa. To ciekawe, bo w tym samym momencie moje uszy usłyszały chrypiący, aż okropny kaszel, a oczy ujrzały gile po pas. Wiem, kiedy dziecko jest chore, znam to z życia i jestem wyczulona na punkcie chorych maluchów.

 

Dosyć tego! – pomyślałam i ja, zazwyczaj spokojna, jak zawsze w takich momentach przeistoczyłam się w lwicę broniącą swoich dzieci.

 

Recepcjonistka zwyczajnie zauważyła, że mała dziewczynka ledwo stoi na własnych nogach, kaszle i pociąga nosem. Zwróciła uwagę mamie, że według niej dziecko jest chore i nie może go wpuścić na salkę. Były na niej przecież zdrowe dzieciaki, moje również. Dziewczyna tłumaczyła matce, że jedno chore dziecko może zainfekować czwórkę zdrowych, które przebywały na salce. Jak widać nie dla wszystkich jest to takie oczywiste! Matka była strasznie uparta i nie dawała za wygraną. Jakim prawem ktoś może ją pouczać jak wychować JEJ dziecko. Ewidentnie nie lubiła przegrywać. Znamy takie typy, co?

 

No i wtedy do akcji wkroczyłam ja, cała ubrana na czarno. Serio, argumenty tej kobiety nie trafiały do mnie, bo kaszel to kaszel, a katar to katar. Zdrowe dziecko nie powinno ani kaszleć, ani pociągać nosem (no chyba, że ma stwierdzona alergię). Powiedziałam stanowczo, że przyszłam na salkę ze zdrowym dzieckiem i z takim też chciałabym z niej wyjść. Potwierdziłam też słowa recepcjonistki, że według mnie jej córka wygląda na chorą i że powinna położyć się do łóżka, a nie bawić się na salce.

 

W jednej sekundzie kobieta wzięła córkę pod pachę, odkręciła się na pięcie i opuściła salkę zabaw, krzycząc, że już nigdy się w niej nie pojawi.

 

Czy było mi jej szkoda?

I tak i nie…Szkoda mi było raczej jej córeczki, bo jej mama nie do końca myślała ……Stwierdzenie, że dziecko jest chore naprawdę nie wymaga niewiadomo jakiej wiedzy. Kaszel i katar to objawy, które z początku może wyglądają niewinnie, ale mogą prowadzić do fatalnych powikłań.

 

Kiedy w końcu rodzice zrozumieją, że katar i kaszel to już objawy przeziębienia? Naprawdę lepiej będzie i dla malucha, i dla otoczenia, i dla samych rodziców (ze względu na możliwe powikłania), aby nasze pociechy w takim stanie zostały w łóżku. To niby powinno być oczywiste, ale czy faktycznie tak jest?

 

Każdego ranka zaprowadzając Olka do przedszkola zastanawiałam się, kiedy nadejdzie dzień, w którym w szatni nie usłyszę ani jednego kaszlącego dziecka albo pociągającego nosem. Czy to już plaga – chore dzieci w przedszkolu to już coś normalnego. Mamy to szczęście albo i nieszczęście że Olek chodzi do chyba największego przedszkola w Polsce, liczącego ponad 300 dzieci. Wyobraźcie sobie, jaka kumulacja wirusów musi w nim panować. Naprawdę przy tak dużej ilości dzieci ciężko o poranną weryfikacje, które dziecko może być przyjęte a które nie. Taką weryfikację mój starszak przechodził w żłobku, ale sami rozumiecie, tam było bardziej kameralnie, a ilość dzieci nie przekraczała 50. Nie mogę wymagać od przedszkola, salki zabaw, supermarketu, że zapewni na lekarza, który każdego poranka będzie weryfikował zdrowie naszych dzieci. Od tego ma rodziców. To my wiemy najlepiej, czy nasza pociecha jest zdrowa, czy już przeziębiona. Pragniemy dla naszych maluchów wszystkiego co najlepsze,dlaczego więc narażamy je na poważne powikłania, które mogą być konsekwencją nieleczonej grypy.

 

Nie na darmo składając życzenia urodzinowe, świąteczne zaczynamy najpierw od życzenia zdrowia. Ostatni rok pokazał mi, że jest ono bezsprzecznie najważniejsze. Jakimi nędzarzami jesteśmy bez niego? I skoro mówimy o tym zdrowiu, to przestańmy udawać, że nasze dziecko wcale nie kaszle, albo wcale nie ma kataru. Zwykły kaszel może przerodzić w zapalenie oskrzeli, a to w zapalenie płuc. Wiesz co oznacza małe dziecko i zapalenie płuc? Szpital, wylane łzy i masa stresu. Dlatego dmuchaj na zimne. Dla dobra swojego i swojego dziecka zostań w nim domu, przytul je, ogrzej i pozwól w spokoju wyzdrowieć.

 

P.S. Wielkie brawa dla dziewczyny z recepcji, która postawiła się matce. Oby nasze dzieci częściej spotykały na swojej drodze takich odpowiedzialnych ludzi.

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)