Kilka słów o tym, dlaczego przytyłam…

34
Rate this post

Jak każda kobieta lubię wpisy rodzaju „Pani Celebrytka schudła 20 kg! Zobacz jak to zrobiła!”. Podejrzewam, że tytuły tego typu mają największą klikalność w sieci. Dlaczego? Bo każda z nas jest przecież na wiecznej diecie i chce zrzucić kilka dodatkowych kilogramów z boczków. Prawda jest taka, że chcemy schudnąć, ale nie możemy.

Od kilku lat moja waga utrzymuje się na podobnym poziomie, raz jest plus 3, a raz minus 2 kg. Mniej więcej od 10 lat jestem na diecie, w gościach nie zjem ciasta, bo się odchudzam, a u cioci na obiedzie odmówię ziemniaków, bo przecież tuczą. To nic, że nadrobię ilością mięsa. Przecież nikt nie mówi o tym, że od mięska, w szczególności drobiu, się tyje. Dzięki swojej dziesięcioletniej diecie zawdzięczam jakieś 8 kg na plusie i gorsze samopoczucie.

Najgorsze, co może być, to brak konsekwencji w moim przypadku. Nie potrafię żyć zgodnie z rozpisanymi przez dietetyka posiłkami w ciągu dnia. Nie lubię jeść o określonych porach i ważyć składników. Próbowałam tego nie raz i co wyszło? Zamiast dwóch łyżek kaszy zjadłam cztery!

Tyję, bo nie potrafię być na diecie! Niby jem zdrowo, gotuję posiłki do pracy, jem dużo kasz, warzyw i drobiu. A tylko w ciągu dnia. Wieczorem nadrabiam paluszkami, popcornem i winem. Moim problemem jest też nieprzestrzeganie picia zalecanej ilości wody. Nie lubię wody, a do jej picia zmuszam się w szczególności w pracy, gdzie jedyne, na co mam ochotę to kawa. Nie raz złapałam się na tym, że przez cały dzień oprócz 4 kaw nie wypiłam niczego innego!

Kolejnym powodem, dlaczego tyję, jest nieregularność aktywności fizycznej. Niby chodzę na siłownię, niby ćwiczę i co?! I nic! Efektów jak nie było, tak nie ma! Chcecie widzieć, dlaczego? O ile latem uwielbiam aktywność fizyczną zimą zmuszam się do niej. Po pracy jestem zazwyczaj zmęczona i nie mam już sił iść na siłownię. We wrześniu i październiku miałam zajęcia z trenerem personalnym. To świetna motywacja, ale bardzo droga, w szczególności, jeżeli twoja druga połówka też ćwiczy w trenerem. Po 12 prywatnych zajęciach obiecałam trenerowi regularność i zapał. Skończył się na początku listopada, kiedy to zrobiłam sobie pierwszą przerwę, dłuższą niż 3 dni. Moja rada jest taka: jeżeli chcesz ćwiczyć regularnie, nigdy nie opuszczaj zajęć i nie rób przerw dłuższych niż kilka dni!

Wracając do picia wody, ostatnio postanowiłam pić więcej czegoś, co niekoniecznie jest kawą. Stwierdziłam, że skoro nie lubię wody, to zastąpię ją sokiem pomarańczowym. Przecież tak wiele dobrego słyszało się ostatnio o nim na wielu blogach! Moja praca polega na tym, że codziennie mam styczność z różnymi aktami prawnymi dotyczącymi żywności, nie omieszkałam sprawdzić tych dotyczących soków. Do tej pory myślałam, że producenci ściemniają, że nie dodają cukru i konserwantów. Teraz już mam pewność, że prawo zakazuje im tego. Ale w akcie nie napisano jednej istotnej rzeczy! Że od nadmiernego picia soków z kartonów można przytyć. Po miesiącu mojego nawadniania sokami stwierdziłam, że coś wydęło mi brzuch. Nagle zaczęłam czuć się źle, jakbym napuchła, a przecież nie jestem w ciąży! Zaczęłam więc mniej jeść, nie ograniczając wypijanej ilości soku. Brzuch nadal był duży i wzdęty. Jakieś 3 tygodnie temu postanowiłam podpytać zaznajomioną dietetyczkę, czy to może być efektem nadmiernego spożywania soku. To, co usłyszałam było głównym powodem napisania tego tekstu. Picie nadmiernej ilości soków może być jedną z przyczyn otyłości. W moim przypadku to z pewnością nadmierne, bo piłam ich aż 2 kartony na dobę! Picie soków w nadmiarze przynosi podobne skutki, jak objadanie się fastfoodami! Wypijanie zbyt dużej ilości soków sprawia, że tyją nawet te osoby, które przestrzegają diety niskokalorycznej. Soków nie wolno traktować jak napoju, który gasi pragnienie. Są to puste kalorie, które i tak uzupełniamy normalnymi posiłkami. Pisząc ten tekst na moim biurku stoi szklanka z wodą, trzymajcie kciuki, żebym się do niej przekonała. A sokom mówię BYE BYE!

P.S. W życiu skuteczna była dla mnie tylko jedna dieta. Mam na myśli dietę karmiącej mamy. Po urodzeniu Olka schudłam 23 kg w 3 miesiące i to beż żadnego pilnowania się. Jadłam wtedy, kiedy miałam ochotę. Może brak mleka w diecie i cytrusów okazał się dla mnie zbawienny? Cóż, może po drugim schudnę :).

 

 

 

 

 

 

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)