Digiloo- największa sala zabaw, jaką widziało moje dziecko

7
Rate this post

Kochani, w dzisiejszym tekście inspiracja. Myślę, że sytuacja, którą poniżej opisuję nie jest Wam obca. Na dworze szaro i ponuro, my wyglądamy wiosennego słońca, ale pogoda płata nam figle. W dodatku Twoje dziecko od miesiąca nie było w przedszkolu, bo przeziębienie to u Was norma. Jak zapewnić mu trochę rozrywki, a sobie błogi spokój? Mam dla Was rozwiązanie.

Mój starszy syn od miesiąca nie był w przedszkolu. Powód? Choroby młodszego syna, których nie byłam w stanie powstrzymać, kiedy Oluś uczęszczał regularnie do przedszkola. Decyzję o przerwie od przedszkola podjęłam w momencie, kiedy dziecko przelewało mi się na rękach po kilkudniowym wirusie z gorączką i bostonką. I z perspektywy czasu, to był najlepszy wybór.

 Przerwa od przedszkola, szczególnie zimą wiąże się z tym, że rozbrykanemu pięciolatkowi trzeba zagwarantować inne źródło rozrywki. Jedną z nich były salki zabaw. W tym czasie odwiedziliśmy ich kilka, ale żadna z nich nie była „fajna” na 100%. Dlaczego? 

Powód pierwszy – „nie mam się z kim bawić”

Zielony Ursynów, na którym mieszkamy to sypialniana dzielnica Warszawy. Jest tu dużo młodych rodzin z dziećmi, ale chyba ze zbyt małym zainteresowaniem takimi miejscami, jak sale zabaw. I nie pytajcie mnie o powód. Nie do końca to rozumiem. Z drugiej strony, dzieci w wieku przedszkolnym w ciągu dnia są w przedszkolu a nie na salce zabaw. A my korzystaliśmy z takich miejsc głównie w godzinach południowych. Dodam, że staramy się unikać takich miejsc w weekendy, dlatego kiedy Olek chodzi „normalnie” do przedszkola raczej nie korzystamy z tej formy rozrywki. 

Powód drugi – „nie mam tu co zjeść”

Słodkie ciasteczka, słodzone napoje i sandwiche to pozycje, które najczęściej występują w menu salek zabaw.  Mój Olek po intensywnej zabawie lubi porządnie zjeść i nie mówię tu o ciastku a raczej zupie czy porządnym obiedzie. 

Powód trzeci – „tu nie ma wifi”

W związku z tym, że Olek to już duży chłopiec i potrafi bawić się sam, postanowiłam wykorzystać czas jego zabawy na pracę. Niestety niektóre punkty – sale zabaw nie posiadały wi-fi, a ja nie zawsze miałam przenośny internet. 

Może to trochę nasze marudzenie, może chęć zmiany i poznania jakiś nowych miejsc. I wczoraj właśnie wpadłam na pomysł odwiedzenia sali zabaw, która znajduje się tuż obok basenu, na który często jeździmy. Sala Digiloo – to zdecydowanie największa sala zabaw, na jakiej byliśmy. Znajduje się w samym centrum Mokotowa, a dojazd do niej zajmuje nam maksymalnie 15 minut. Sala dysponuje atrakcjami zarówno dla najmłodszych, jak i tych nieco starszych dzieci, w związku z czym obaj moi synowie – roczny Stefek i pięcioletni Olek znaleźliby dla siebie zajęcie. 

Sala posiada osobny kącik dla maluszków – ogrodzony i bezpieczny. Bez obaw- starsze dzieciaki w ferworze zabawy nie zrobią krzywdy maluchom. Znajdują się w nim basen z kulkami, klocki, zjeżdżalnia i bujaczki. Zweryfikowałam to! – wszystkie zabawki posiadają certyfikaty i atesty bezpieczeństwa do użytku z dziećmi.

Digiloo Warszawa Digiloo WarszawaDigiloo WarszawaDigiloo Warszawa

Większą część sali zabaw zajmuje gigantyczny małpi gaj, ze zjeżdżalniami, trampolinami, tunelami, armatkami do strzelania, z którego nawet ja – stara matka z chęcią korzystałam i to z bananem na buzi. To chyba pierwszy małpi gaj, którego się nie bałam. Chodzi tu o jego wytrzymałość, a nie design. Było super! 

Dodam jeszcze, że podczas naszego pobytu w Digiloo ani razu nie usłyszałam „mamo, nie mam się z kim bawić” yeah!

Digiloo WarszawaDigiloo WarszawaDigiloo Warszawa

Digiloo dysponuje 7 salami urodzinowymi urządzonymi w stylu bajkowym. W ofercie znajduje się kilka pakietów urodzinowych w zależności od możliwości i gustów klientów sali. Mój Olek powiedział do mnie wczoraj, że marzą mu się urodziny na takiej fajnej salce zabaw. 

W Digiloo znajduje się również dosyć przyjemna restauracja-kawiarnia, w której z antresoli rozpościera się widok na bawiące się dzieci. Fajne jest to, że siedząc z kawą w ręku można podglądać swoje pociechy. To chyba pierwsze miejsce dla dzieci, które ma tak szerokie menu. Znajdują się w nim zarówno kanapki, tortille, zupy, makarony, pizza ale i zestawy obiadowe. Ceny nie należą może do najtańszych, bo za sałatkę trzeba zapłacić ok 30 zł, za pizze Margaritha 24 zł a frytki z nugettsami 17 zł. Niestety takie miejsca rządzą się swoimi cenami, ale z drugiej strony trzeba doceniać to, że właściciele zadbali o to, abyśmy nie opuścili placówki z pustymi brzuchami. Po szaleństwach mieliśmy wilczy apetyt!

Digiloo Warszawa Digiloo Warszawa Digiloo WarszawaDigiloo WarszawaDigiloo Warszawa

Wczorajszy wypad do Digiloo był naszym pierwszym, ale na pewno nie ostatnim. Jeżeli nie masz pomysłu, co zrobić z dzieckiem, kiedy za oknem szaro i zimno pomyśl o Digiloo. Może macie swoje sprawdzone miejscówkii, którymi podzielicie się w komentarzach? Uwielbiamy poznawać nowe miejsca!

 

=============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek

↓↓↓

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu

 

 

 

 

 

 

 

 

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)