10 osób, które utrudniają Ci rodzicielstwo

0
5 (100%) 2 votes

Spotykasz ich na każdym kroku. Zawsze wiedzą lepiej od Ciebie albo tak im się wydaje. A najgorsze jest to, że mają naprawdę duży wpływ na Twoje dziecko. O kim mowa? O tych, którzy utrudniają Tobie rodzicielstwo, wtrącając się w najmniej oczekiwanym momencie, udzielając cennych rad albo robiąc coś, co Twoje dziecko toleruje, ale nie Ty. Kim oni są?

  • Ciocie dobre rady

Ciocie dosłownie i przenośni, bo mowa tu też o sąsiadkach, kuzynkach i przypadkowo napotkanych osobach. One wszystkie wiedzą przecież lepiej jak masz wychowywać swoje własne dziecko. Ich doświadczenie zasługuje przecież na uwagę i rozpatrzenie. Wiedzą lepiej czym masz karmić WŁASNE dziecko, w co je ubierać. Znają lepiej potrzeby Twojej pociechy i w ogóle rozumieją je lepiej już po kilku minutach przebywania z nią. Super, że są takie osoby, naprawdę. Często coś doradzą, podzielą się doświadczeniem, ale czemu uważają się za wszystkowiedzące i zawsze krytykują każdy Twój ruch? Myślę, że nie tylko ja mam alergie na takie osoby.

 

  • Sprzedawca ze sklepu z zabawkami

Znasz to? Idziesz do sklepu z zabawkami, bo obiecałaś pierworodnemu resoraka za 10 zł, a wychodzisz z furą za stówkę? Jak myślisz czyja to wina? Twoja, bo się na to zgodziłaś, ale winny jest tak naprawdę sprzedawca, który na hasło „auto” pokazuje Twojemu dziecku, prawie wciskając mu w ręce, tylko auta z górnej półki, których wy nawet nie zamierzaliście oglądać. Dziecko dzięki temu, że nie potrafi jeszcze podejmować decyzji jest bardzo podatne na opinie innych. W tej sytuacji mowa o opinii sprzedawcy, który od razu przeszedł do pokazania Twojemu maluchowi zalety auta za stówkę. Wiadomo, w świecie dziecka wielkość ma znaczenie. Im jest większe i ma więcej bajerów tym lepsze. Lepiej mieć w sumie auta za stówkę niż jakieś małe g…. za dyszkę.

 

  • Tatuś z sali gimnastycznej

Tatuś chłopca, który przy pomocy syna spełnia swoje marzenia o byciu zawodowym piłkarzem. Tatuś, który podczas 40 minutowych zajęć krzyczy „szybciej”, „dawaj czadu”, „jesteś najlepszy” albo „musisz strzelić w tą bramę”. A ja stoję obok i nie krzyczę. I myślę sobie: „Kurde, co ze mnie za matka, skoro nie potrafię tak dopingować swojego dziecka”. Kiedyś tak myślałam. Miałam nawet wyrzuty sumienia, kiedy Olek zaczął chodzić na piłkę, że nie krzyczę jak ten tatuś i nie dopinguję mojego syna, żeby był najlepszy. Na szczęście to nie trwało długo, bo wytrzeźwiałam i zrozumiałam, że nie mam potrzeby realizowania siebie za pomocą dziecka. Moje dziecko wcale nie musi być najlepsze. Niech będzie takie, jakie jest. Chce grać w piłę, to niech gra, ale na własnych zasadach. To ma być mile spędzony czas, a nie chora rywalizacja. Nie pozwolę, aby czuł się zaszczuty i zmuszony do czegoś, tylko dlatego, że ja o tym marzę. Moje marzenia nie zawsze muszą być zgodne z marzeniami i możliwościami mojego dziecka, prawda?

 

  • Rodzic, który posyła chore dziecko do przedszkola/ szkoły

O tym mogłabym pisać i pisać. Zresztą pamiętacie mój wpis sprzed kilku tygodni? Kliknij tutaj. Opisałam Wam wtedy historię pewnej dziewczynki, którą obserwowałam na salce zabaw. Dziecko kaszle, ma katar i gorączkę – ale i tak poślę je do przedszkola. Może nikt nie zauważy i pewnie nikt się nie zarazi. Dla mnie posyłanie chorego dziecka do placówki to zbrodnia w biały dzień. Po pierwsze to nie szanowanie potrzeb własnego dziecka, po drugie brak szacunku do drugiej osoby. Przecież to nie Twoja sprawa, że Twoje dziecko zarazi resztę grupy, prawda?

 

  • Rodzice innych dzieci

Dlaczego? Bo znajdziesz wśród nich takich, dla których rywalizacja albo krytyka drugiej osoby to chleb powszedni. Chore podejście do bycia najlepszym wprowadza wielu innych rodziców w stan psychozy, wręcz wpędza w poczucie beznadziejności. Myślisz: „Kurcze, nasz młody jeszcze tego nie potrafi, pewnie jest cofnięty w rozwoju” albo „My też powinniśmy zrobić małej urodziny w tej nowej salce zabaw, tylko skąd weźmiemy na to pieniądze”. I co z tego? Czy idąc do lasu zobaczysz na drzewie liście tej samej wielkości i kształtów? No nie. Tak samo jest z dziećmi, każdy rozwija się w swoim tempie i nie ma w tym niczego złego. Skończmy napędzać tę chorą machinę niezdrowej rywalizacji, nie porównujmy się do innych. Nie chcemy przecież, żeby nasze dzieci z biegiem lat popadały w coraz większe kompleksy.

Ciąg dalszy nastąpi… Ciekawi jesteście kto znajdzie się pod numerem od 6 do 10?

Znacie te sytuacje? Wiecie jaka jest moja rada dla nas? Bądźmy sobą i wychowujmy swoje dzieci nie patrząc się na innych. Zapamiętajmy, że rady innych, bardziej doświadczonych są potrzebne i pomocne, ale to my jesteście rodzicami i to my znamy swoje dzieci najlepiej.

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)