Twoje dziecko rzuca się na podłogę i krzyczy w trakcie zakupów? Zobacz, jak poradziłam sobie z tym raz na zawsze

9
Rate this post

Zaczyna się niewinnie. ,,Kuuuup mi to!!!” Brak reakcji? Twoje dziecko ma na to sposób: Krzyk, ryk, szantaż,płacz… Nie wiem jakie macie doświadczenia w tym temacie, ale sądzę, że niejeden z nas słysząc połączenie słów ,,Dziecko i zakupy” dostaje bólu brzucha, bo to zawsze oznacza kłopoty. Ja jednak mam na to sposób. Chcesz go poznać? Zapraszam do lektury!

Reakcje opisane we wstępie nie są mi obce. Znam je z autopsji. Mój Olek zrobił kiedyś taką aferę w osiedlowym sklepiku, że długo do niego nie zaglądałam. Wszyscy obecni tam, bezwątpienia stwierdzili, że jestem okropną matką, która dodatkowo nie potrafi ogarnąć jednego (!) dziecka. Na szczęście teraz jest już tylko lepiej. Sprawdź moje triki.

 

Zacznę od tego, że jeśli mam tylko możliwość to wolę nie zabierać moich synów na zakupy. 🙂 Czasem są jednak sytuacje, gdy musimy zrobić je wspólnie. Są to okazje, aby nauczyć moich synów nowej umiejętności planowania, konsekwencji, odpowiedzialności, zorganizowania.  

 

Wszystko zaczyna się od planu

Na początku tłumaczyłam Olkowi, że dzisiaj nasza kolej (celowo używam liczby mnogiej), aby zrobić zakupy dla całej rodziny. Sprawiało to, że mój starszy syn czuł dreszczyk odpowiedzialności. Dzień wcześniej wspólnie stworzyliśmy listę zakupów. Kiedy ja akurat zajmowałam się młodszym synkiem i nie miałam możliwości notować listy produktów, wpadłam na pomysł, aby Oluś narysował konkretne rzeczy. To dodatkowo sprawiło, że mój starszak poczuł, że chcę na niego liczyć. (,,Kto zrobi listę zakupów, skoro ja akurat muszę zająć się Stefkiem? Tak dobrze, że mogę na Ciebie liczyć synku!”).

 

Zakupy tylko po posiłku

Zanim wyjdziemy na zakupy zawsze jesteśmy najedzeni. Nigdy nie wybierajcie się na zakupy, gdy Wasze kiszki grają marsza! Gwarantuję Wam, że wówczas kupicie całą stertę niepotrzebnych rzeczy. Podczas drogi do sklepu rozmawiamy i ustalamy, że wybieramy jedynie rzeczy, które zostały zanotowane na liście. Trzymamy się zasad. I to się sprawdza. Olek czuł ogromną frajdę wkładając do koszyka rzeczy, które są ,,psydatne”. Jest jednak mała pułapka? Co jeśli zobaczysz jakąś rzecz w promocji życia? (Niestety taka jest prawda, kto zawsze trzyma się listy i nigdy nie kupił czegoś ,,przy okazji” niech pierwszy rzuci kamień) No właśnie, co robić w takiej sytuacji?

 

Zawsze stosuję sprytny sposób. Pytam mojego syna o zdanie.

-,,Wiesz Oluś, nie zapisałam na liście pasty do zębów. Widziałam, że nam się kończy,ca akurat jest w dobrej cenie. Jak myślisz, może ją weźmiemy? Dzięki temu nasze dziecko poczuje, że liczysz się z jego zdaniem.

Oczywiście nie popadajmy w przesadę. Kolejne zapachowe świeczki lub dwudziesty kubek naprawdę można sobie darować. :). Często też zadaję pytanie ,,Jak myślisz?” Dzięki temu angażuję dziecko oraz uczę syna rozważania różnych opcji zakupy. Pokazuję, że można w ekonomiczny sposób przygotować śniadanie, obiad, kolację.

 

Grunt to rozmowa

Powtarzaj dziecku, że zabierasz je na zakupy, ponieważ liczysz na jego pomoc, dzięki której sprawniej je zrobicie. Im szybciej Wam pójdzie, tym więcej czasu będziecie mogli spędzić na innych czynnościach. Ten trik zawsze stosuję przy sprzątaniu. Uświadamiam Olka, mówiąc mu, że powinniśmy sobie pomagać, ponieważ są czynności, które trzeba wykonywać nie marudząc. Trzeba je wykonać i już. Im szybciej je zrobimy, tym więcej czasu będziemy mogli przeznaczyć na przyjemności. Jeśli podczas chodzenia po sklepie dziecko zacznie Ci marudzić, wykorzystaj ten argument. Przypomnij, że liczyłaś na swojego małego pomocnika.

 

Liczy się współpraca

Ważne, aby dziecko zostało aktywnie zaangażowane. Niech prowadzi wózek, pozwól mu wybrać owoce, warzywa. Poproś, aby zważyło owoce, a młodsze dziecko niech poszuka odpowiedniej naklejki na wadze. Obowiązkowo pochwal go.

 

Nagradzać czy nie?

Przyznam szczerze, że nie jestem zwolenniczką kupowania dziecku jakiejś nagrody, tylko dlatego, że było grzeczne na zakupach. Przecież jest to czynność, którą w przyszłości i tak będzie musiał wykonywać. Czy Ty dostajesz jakąś nagrodę za to, że robisz zakupy dla całej rodziny? Wolę uświadamiać syna, że w przyszłości sam będzie musiał zadbać o to, żeby dobrze wydawać pieniądze, musi uczyć się oszczędności, dobrze inwestować swoje pieniądze. Tłumaczę, że nie możemy wydawać całej pensji na zakupy spożywcze, ponieważ oprócz jedzenia zarobione pieniądze wydajemy na opłaty, czynsz, leki.

 

Co jeśli Maluch drze się wniebogłosy, bo wypatrzył ciekawą rzecz?

Ostatnie odkrycie mojej koleżanki, które i my stosujemy. Pozwalam dziecku zrobić zdjęcie upragnionej rzeczy. Cykamy fotkę i… sprawa załatwiona. Tłumaczę, że rozważymy zakup takiej zabawki na urodziny, dzień dziecka itd. Najczęściej do tego czasu malec ma już inny obiekt pragnień. Nie wierzysz, że to działa? Spróbuj następnym razem, jak będziecie w sklepie. Na mojego Olka to działa :). 

 

Zakupy zrobione? No to szybciutko do kasy!

Nie tak szybko…Oczywiście lepiej wybierać porę, gdy można przewidzieć, że ruch będzie niezbyt duży. Życzylibyśmy sobie oczywiście, że napotkać małą kolejkę, czasem jednak życie zaskakuje. Jakie mam rozwiązanie? Proponuję Olkowi, żebyśmy po kolei sprawdzili, czy wszystko kupiliśmy. Niech malec wykreśla po kolei rzeczy z listy. Tłumaczę, że za chwilę zapłacimy za zakupy, następnie wybierzemy się na plac zabaw. Podkreślam, że nie poszłoby nam tak sprawnie, gdyby nie pomoc Twojego dziecka. Co więcej mówię, że zadzwonimy zaraz do taty, bo muszę mu się pochwalić jak mogłam liczyć na pomoc naszej pociechy.

 

Zachęcam do zastosowania moich porad w praktyce. A Wy jakie macie sprawdzone metody na wspólne zakupy? Ciekawa jestem bardzo. Piszcie. 

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)