Drodzy młodzi sąsiedzi, którzy skarżą się na moje dzieci…

0
Rate this post

Jak myślicie, czy w obecnych czasach rodzina z dzieckiem to pożądany sąsiad, który wzbudza zaufanie, czy może trzeba od takich wiać jak najdalej? Jestem ciekawa Waszych opinii. Ja w niejednym miejscu już mieszkałam, więc mam czym się dzielić. Zapraszam do lektury. Jestem pewna, że tekst będzie Wam bliski.

Wolnoć Tomku w swoim domku?

Mawia się, że dom mamy tylko jeden. Coś w tym jest. Jednak zanim doszłam do takich wniosków przyszło mi mieszkać w różnych mieszkaniach. Szczególnie podczas studiów moje życie przypominało mi, że jestem obywatelem świata. Moja nauka nie zakończyła się aż tak dawno temu, żeby nie pamiętać jaki to fajny okres w życiu każdego człowieka. Beztroskie życie, imprezki, mnóstwo nowych ludzi, jeszcze, gdy rodzice podratują młodych finansowo, to można się poczuć jak królowie życia. Stereotyp? Nie do końca.

 

Doskonale pamiętam te czasy, ale trochę się u mnie zmieniło. Mam męża, dzieciaki. Dzisiaj mamy swój kawałek świata, do którego z ulgą wracamy po podróży. Nasze miejsce na ziemi mieści się w bloku na pierwszym piętrze. Jesteśmy typowymi mieszczuchami, którzy uwielbiają od czasu do czasu wypady za miasto, obcowanie z naturą, ale to w mieście i w bloku zapuściliśmy korzenie.

 

Pod nami mieszkają studenci, 3 pokoje są wynajmowane. Początkowo nawet cieszyłam się, że młodzi przypominają nam czasy, niby niedalekie, ale fajnie. Dzięki nim mogliśmy znowu poczuć zew młodości. 😉 Problem między nami polega na tym, że studenci kładą się spać, kiedy my…. budzimy się.  Dosłownie.

Gdy wstajemy mamy dużo energii i chcemy się bawić. Moi synowie to wulkany energii! A kiedy dziecko nie chodzi – to raczkuje, a jak raczkuje, to uderza kolankami o podłogę, co jest głównym powodem kłótni z sąsiadami. Zarzucają nam, że o 9 rano nie mogą spać, a przecież położyli się o 4 nad ranem. Nawet nie wiecie jak doskonale zdajemy sobie sprawę, że była wówczas 4 rano, bo dopiero wtedy mogliśmy zaznać błogiego snu….

 

Drodzy młodzi sąsiedzi, którzy skarżą się na moje dzieci

Czy jest mi przykro z Waszego powodu? Absolutnie nie! Chcę jednak zaznaczyć, że nie jestem złośliwą osobą. Nie robię hałasu o 9 tylko dlatego, że chcę odwdzięczyć się za nocną imprezkę. Nie jestem też zwolenniczką taktyki ,,oko za oko, ząb za ząb”.  Normalny człowiek kładzie się spać o północy, więc o 9 jest już wyspany i działa na pełnych obrotach. Kolejna kwestia jest taka, że mieszkamy w bloku z sąsiadami, zawsze będzie słychać odgłosy, czy to z góry czy z dołu… Niestety takie są realia. Staramy się przebywać z chłopcami jak najczęściej na świeżym powietrzu, ale to też jest ich dom. Trzecia sprawa jest taka, ze zawsze studenci mogą sobie wynająć mieszkanie na 4 piętrze i nie mieć nikogo pod sobą. Jednak co z sąsiadami z dołu? Hm…?

 

Zaznaczam, że upominam moich synów, tłumaczę, jak należy się zachowywać, że w bloku nie mieszkamy sami, ale nie chcę też, żeby wspominały swoje dzieciństwo przez pryzmat uciszającej matki (klik). Niestety z temperamentem się nie dyskutuje. Na szczęście piękna pogoda sprzyja szaleństwom na dworze. Moi synowie wracają do mieszkania tak wymęczeni, że od razu po wejściu padają jak mopsy. 😉 Jednak co będzie jesienią, zimą, kiedy wieczory są długie? Sprawa jest bardzo kontrowersyjna. Tak sobie czasem myślę… Skoro są hotele dla singli, oferty wakacyjne przygotowywane pod ich kątem, to może niedługo rodziny z dzieciakami będą zamykane na oddzielnych osiedlach (klik)?

Jestem ciekawa Waszych opinii. Jakie macie doświadczenia z sąsiadami? Czy osoby, które mieszkają za ścianą lubią wasze dzieciaki?

Olomanolo.pl

 

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)