Wojny matek, czyli prawda o tym czy cesarka to poród czy tylko zabieg…

1

Dziewczyny, dzisiaj zachęcam każdą z nas do małego rachunku sumienia.

Mama, Mamusia… Nie ważne jak długo nią jesteś, ile dzieciaków wychowałaś, możesz uważać się za bohaterkę. Czy masz tego świadomość? Należymy do wspólnej grupy herosek. Dlatego też wszystkie powinnyśmy się wspierać. Przecież każda z nas robi to samo: chcemy wychować dziecko (klik) na mądre i ułożone. Czy tak jest na co dzień? Mamuśki, jak to z nami jest, co? Zamiast wspólnie znosić trudy macierzyństwa, dzielić się radami, my tak bardzo lubimy wbić drugiej szpileczkę w dupę. I to często w białych rękawiczkach. Wszystko przecież ,,dla dobra naszych dzieci” – a jakże!

 

Dzisiaj pomyślmy, jak to jest faktycznie z tymi matkami?

 

Szczerze? Sparafrazowałabym tezę Hobbsa, bo jedyna odpowiedź, jaka nasuwa mi się na myśl, to to, że dzisiaj często matka matce jest wilkiem. I zamiast wsparcia dostajemy od innej mamuśki słowa krytyki. Nie ma pomocy, jest żal i rozczarowanie- ,,Przecież to niemożliwe, że sobie nie radzisz!”

Ja pieprzę… Czasem naprawdę mam wrażenie, że pomiędzy matkami rośnie jakaś niezdrowa konkurencja i nie wiem, z czego to może wynikać.

Takie mamy czasy? A może to jakiś wyścig, za który nagrodą jest wycieczka w dalekie i ciepłe kraje?

Nie macie wrażenia, że w dzisiejszych czasach strach przyznać się do porażki? Czy będę niemodna, jeśli publicznie zakomunikuję światu, że zwyczajnie sobie nie radzę? Przecież ja kilka razy w tygodniu dochodzę do wniosku, że mieszkam w cyrku, zastanawiam się, czy jeszcze mam mózg i mam ochotę rzucić to wszystko w pizdu, bo chce mi się ryczeć z bezsilności… Na szczęście później przychodzi Olek z obrazkiem ,,dla mamy, którą kocha najbardziej na świecie i z którą chce się ożenić”, a Stefek nie musi robić nic więcej poza uśmiechem, który pojawia się po godzinnym wyciu… Jestem wariatką? Nie, jestem szczęśliwą mamuśką.

 

Kiedyś mamy były zupełnie innymi osobami. Każda z nich jeździła z tym samym wózkiem, nosiła dziecko w tym samym becie, karmiła tym samym jedzeniem. Jaka różnica jest między szczęściem tamtych maluchów, a tych dzisiejszych? Mam wrażenie, że teraz nieświadomie bierzemy udział w wyścigu szczurów, rodem z korporacji. Jeszcze nie wiem, kto rozdaje numerki na starcie i kiedy godzimy się na udział w biegu…Wygrywa ta matka, która karmi wyłącznie produktami bio, używa pieluch wielorazowych, nie podaje leków, tym bardziej antybiotyków i jest na każde nawet najmniejsze skinienie palca swojego dziecka. Bezstresowe wychowanie (klik) to przecież podstawa i gwarancja szczęścia naszego malucha.

-Karmisz mlekiem modyfikowanym? – Jesteś najgorsza matka na świecie

-Karmisz piersią dziecko powyżej 3 lat? – Patologia, nie matka!

-Używasz pieluch jednorazowych? – jak możesz niszczyć środowisko, w którym żyje Twoje dziecko?

– Cesarskie cięcie to nie poród, to zabieg! Rodziłaś przez cesarskie cięcie to znaczy, że wcale nie rodziłaś…

– Nie bawisz się z dzieckiem na placu zabaw – jesteś wyrodną matką.

-Zapisałaś dziecko do państwowego przedszkola?– Jesteś niepoważna, przecież te przedszkola to przechowalnia dzieci.

Mam wymieniać dalej?

Kobietki! Ja wysiadam z tego pociągu. Zmieńmy podejście, wyluzujmy się i zdajmy sobie sprawę, że wszystkie jedziemy na tym samym wózku. Mamy przecież jeden wspólny cel- wychować nasze pociechy na dobrych i szczęśliwych ludzi.

 

PRZECZYTAJ JESZCZE:

Kilka słów do mamy, która usiadła obok mnie z chorym dzieckiem…

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Ja nigdy nie zwracałam na to uwagi, aż do przesady żyję w swoim świecie i niewiele mnie więcej obchodzi 😉