Kilka słów do mamy, która usiadła obok mnie z chorym dzieckiem…

4
Rate this post

Kilka dni temu wybrałam się na kawę. Było to wyjątkowe wyjście, bo pierwsze samotne od dłuższego czasu. Czułam się taka szczęśliwa, mogłam gapić się na ludzi przychodzących do kawiarni i podsłuchiwać ich rozmów w spokoju. Nikt nie płakał, nie marudził, nie wołał, że chce do domu. Bycie mamą to docenianie właśnie takich momentów!

Siedząc sobie spokojnie w wygodnym fotelu, popijając ciepłą kawę i czytając o najnowszych trendach w modzie, nagle usłyszałam czyjś kaszel. Był on tak przerażający, że w pierwszym momencie pomyślałam, że kawiarnię pomyliłam z osiedlową przychodnią. Czyżbym była aż tak zmęczona?

 

Moje oczy znad kolorowej gazety niczym z automatu skierowały się w kierunku baru. Zobaczyłam tam małego chłopca, który przyszedł z mamą do kawiarni. Przez cały czas, kiedy jego mama zastanawiała się, czy wybrać kawę z mlekiem sojowym czy kokosowym, chłopiec kasłał. Był blady jak ściana i wycieńczony chorobą. Wiem, kiedy dzieci chorują, mam z tym duuuuże doświadczanie. Pomyślałam, że pewnie mama z chłopcem wracają od lekarza (tuż przy kawiarni była przychodnia lekarska) i zaszli po kawę na wynos. Tak bardzo się myliłam…

 

Kawa wcale nie była na wynos, a na miejscu. Do tego ciasteczko, do którego zasiedli przy stoliku tuż obok mnie. Ja i oni nie byliśmy jedynymi osobami w tej kawiarni, oznacza to, że kaszel chorego chłopca słyszało jeszcze jakieś 30 osób.

Kiedy tak siedzieli obok mnie, chłopiec cały czas kasłał, a jego mama pomiędzy kolejnymi kęsami ciasta opowiadała komuś przez telefon, że wraca z Jędrkiem od lekarza i że młody ma grypę plus zapalenie gardła! Podczas gdy rodzicielka plotkowała sobie z kimś przez telefon, maluch zajął się rysunkiem, ale ze względu na jego stan ledwo trzymał kredkę w ręce.

 

Przez cały czas spoglądałam na niego, był słaby i wątły, ledwo siedział na krześle. Pomyślałam, co do cholery robi ta matka. Czy rzeczywiście kawa na zwolnieniu lekarskim z chorym dzieckiem u boku i 30 zdrowymi osobami, narażonymi na zarażenie się od jej syna jest najważniejsza? Każdy atak kaszlu jej syna irytował mnie coraz bardziej i coraz mocniej mnie stresował. Przecież mam w domu dwójkę zdrowych maluchów pomyślałam, którym naprawdę chcę oszczędzić infekcji, lekarzy i siedzenia w domu.

 

Ta sytuacja zirytowała mnie bardzo, bo będąc matką nigdy w życiu nie zabrałabym chorej pociechy do kawiarni. Nie tylko ze względu na jego stan, ale i z powodu innych, którzy mogliby się zarazić. Jesień i zima bez mrozu to naprawdę ciężki czas dla naszej odporności. Wiem, że niektórzy z Was mogą sobie pomyśleć: „Skoro tak dbasz o swoje zdrowie, to po kij chodzisz do kawiarni”. A no właśnie po to, bo mi też należy się ciepła kawa w spokoju. To była jak wygrana na loterii, mój mąż wrócił wcześniej z pracy i powiedział: „Idź, zrelaksuj się”. Jedynym pomysłem na szybki relaks (godzinny) była właśnie kawa w osiedlowej kawiarni.

 

Z drugiej strony wiem, że kiedy choruje dziecko lekarz zazwyczaj daje rodzicowi zwolnienie lekarskie i każe siedzieć z nim w domu. Gdzie indziej, jak nie w domu maluch najszybciej wróci do zdrowia? Sen, lekarstwa, przytulanie i domowy rosołek to sposoby na szybką rekonwalescencję. Choroba dziecka to taki czas, gdzie w końcu można bez pośpiechu pobyć z dzieckiem sam na sam. Nacieszyć się sobą. Ja pamiętam wylegiwanie się do południa w łóżku, wspólne oglądanie bajek i masa przytulańców.

Dlatego Rodzicu! Jeżeli masz chore dziecko to dla jego dobra i dobra innych ludzi, którzy mają w domu zdrowe pociechy zostań z nim w domu pod kołderką. To naprawdę przykry widok, kiedy chore kaszlące niczym gruźlik dziecko czeka, aż wypijesz pyszną kawę z pianką w kawiarni.

=============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek

↓↓↓

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu

 

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

4 komentarze

  1. My ostatnio byliśmy w Teatrze Małego Widza z maluchami. Obok nas usiadła kobieta z nieludzko kaszlącą dziewczynką. Pierwsze co zrobiłam to przesadziłam moich chłopców na inne miejsce. Nie mam zwyczaju zwracania innym matkom uwagi, ale nie mogłam się powstrzymać. Spytałam niewinnie: córeczka chora? bo brzydko bardzo kaszle. Usłyszałam: nie, ona już tak od dawna, to chyba alergia. Włosy stanęły mi dęba na głowie. „Chyba alergia”! Kobieto, to nie poszłaś z dzieckiem do lekarza żeby to sprawdzić przy takim kaszlu???

  2. Moje alergiczne dzieci kaszlą i smarkają przez cały rok, więc zwykle nie zwracam uwagi na inne dzieci w podobnym stanie, ale… miałam kiedyś bardzo podobną sytuację podczas rodzinnego obiadu w restauracji. Dziewczynka przy stoliku obok była chora, a jej matka siedziała i relacjonowała stan małej przez telefon, uciszając co jakiś czas jej narzekanie. Dziecko mówiło, że mu zimno, boli je głowa i chce do domu, a mama zachęcała je do zabawy w kąciku dla dzieci, w którym bawiły się właśnie moje maluchy!

  3. Włos się jeży… każdy medal ma 2 strony, ale w tym przypadku to jasne, że dziecko powinno zostać w domu. Tak samo w kwestii przedszkola… nie wysyłajmy tam kasłających i kichających dzieci.. niech wyzdrowieją w domu, a nie koniecznie przy tym zarażają inne. Mój mały apel

Leave A Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.