Pierwszy miesiąc w żłobku za nami…

4
Showing 1 of 1
Rate this post

Dawno dawno temu, kiedy w moim życiu nie było jeszcze Olka na myśl o tym, co począć z półrocznym dzieckiem w warszawskiej dżungli robiło mi się słabo. Wtedy jeszcze urlopy macierzyńskie trwały dwadzieścia tygodni, a pensja niani czy czesne za żłobek prywatny spędzały mi sen z powiek.

Kiedy urodził się Olek i miesiące na macierzyńskim mijały jak szalone, podjęłam decyzję o powrocie do pracy po pierwszych urodzinach młodego i pozostawieniu go z nianią, najlepiej zaufaną. Tylko jak ją znaleźć? W Internecie można napisać wszystko, nie ma tam niani niedoskonałych…Wszystkie z wieloletnim doświadczeniem wielbiące dzieci, spokojne i nader cierpliwe. Szukając od nitki do kłębka udało nam się namierzyć nianię z polecenia. Była super ekstra, Oluś ją uwielbiał…świetnie spędzał z nią czas, a zadowolenie z jego buźki nie schodziło nawet na sekundę. Ale niani czegoś brakowało…Nie była w stanie zastąpić mu stadka rówieśników, z którymi mógłby się bawić przez cały dzień. Olek od małego jest bardzo towarzyski, nie bez powodu nazywamy go naszym cygańskim dzieckiem…

Decyzję o żłobku podjęliśmy natychmiast, po prostu przyszedł taki dzień, kiedy stwierdziłam, że nie ma co się dłużej zastanawiać, tylko znaleźć fajny żłobek i spróbować. Wczoraj minął miesiąc od pierwszego zetknięcia się Olka ze żłobkową rzeczywistością. I wychodzi na to, że plusów wynikających z wyboru tej instytucji jest więcej niż minusów, przynajmniej w naszym przypadku.

Wiem, że są żłobki, które należałoby omijać szerokim łukiem, media regularnie nas informują o kolejnych aferach żłobkowych, blogi też im się bacznie przyglądają. Są też żłobki gdzie dzieci czują się jak w domu, gdzie ciocie są na każde ich zawołanie i świetnie zastępują im mamę przez te kilka godzin w ciągu dnia. Do tych żłobków dzieci chodzą uśmiechnięte i nie chcą z nich wychodzić.

Żłobek uczy dyscypliny bez wprowadzania wojskowej obowiązkowości. Przez miesiąc rozwój mojego syna strzelił jak z procy. Olek codziennie zaskakuje nas nową umiejętnością. Potrafi się ubrać i rozebrać i nagle zakochał się w kanapeczkach…Wcześniej jakikolwiek ślad masła na chlebku kończył się pluciem na całą kuchnię. Generalnie usamodzielnił się i to bardzo. Smoczek nie jest już mu potrzebny, aby zasnąć, ukochany kocyk czeka na niego w domu, a klocki, które kurzyły się na półce od jakiegoś czasu nagle zaczęły go interesować. Efekt stada jest tu bardzo widoczny.

To jak postrzegam instytucję żłobkową jest spowodowane również tym, że Olek nie choruje. Wiem, że oddając dziecko do żłobka czy przedszkola musi swoje odchorować. Niemal każda koleżanka – matka odradzała mi żłobek ze względu na ciągłe choroby, zwolnienia lekarskie i rosnące zaległości w pracy. Na razie jest ok, unikamy wirusów i wszelkich chorób szerokim łukiem.

Minusem zarówno przy niani jak i żłobku jest fakt, że to nie ja spędzam czas z moim dzieckiem. Ale o tym w innym czasie…

olo3a olo2a olo1a

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)