6 rzeczy, które robię ze swoim dzieckiem każdego dnia

6

Codziennie walczę o czas, który mogłabym spędzić ze swoim dzieckiem. Ty też? 

Praca na etacie i przedszkole przez kilka godzin dziennie tnie nasze dni na ranek i wieczór. Tylko wtedy mamy siebie na 100%.  Poranki spędzamy zazwyczaj na poganianiu siebie nawzajem a popołudnia mijają w takim tempie, że zanim cokolwiek zrobię trzeba kłaść się spać. Też tak masz?

Cholernie ubolewam nad losem mam, które dzielą swój czas pomiędzy pracę i dziecko. Wiem, że praca to oderwanie i samorealizacja, wiem też, że dziecko to spełnienie naszych najskrytszych marzeń.

Mimo braku szans na pstryknięcie palcem, aby zatrzymać ten biegnący w zawrotnym tempie czas, są rzeczy, które codziennie robię ze swoim synem. I nawet wtedy, kiedy miałabym paść na twarz ze zmęczenia, odhaczę te punkty na mojej liście „to do”.

1. Przede wszystkim się staramy…

Przyszło nam żyć w naprawdę intensywnych czasach, które dla naszych rodziców nadal są abstrakcją. Kiedyś popołudnia trwały wiecznie, a po pracy był czas na obowiązki domowe i zabawę z dziećmi. Kiedy wracam myślami do czasów dzieciństwa, zazdroszczę sobie i marzę o tym samym dla mojego syna. Dzieci oczekują od rodziców ich obecności i poświęcenia im czasu. Dlatego co jakiś czas warto zrezygnować z kolejnego biznesowego spotkania w godzinach wieczornych, kawy z przyjaciółką czy wyjścia na siłownię, aby spędzić trochę więcej czasu ze swoimi pociechami. I tutaj taki mały apel do was, jak już to robicie, odłóżcie komórki i laptopy na bok  i pobawcie się ze swoimi dziećmi beż żadnych rozpraszaczy.

2. Czytamy

W naszym domu nie ma dnia bez książki. Czyta Olek, czytam ja i czyta Grzesiek. Każdy ma swoją półeczkę z książeczkami, ale suma summarum zawsze kończymy na biblioteczce Olusia. Ja nie mam wspomnień z dzieciństwa dotyczących wspólnego czytania książek z rodzicami. Książki w domu były, ale raczej je oglądałam, niż czytałam. Dlatego obiecałam sobie, że mój syn będzie pamiętał, jak spędzaliśmy wspólne wieczory i czytaliśmy Tuwima.

Czytanie w młodym wieku jest mega ważne, ponieważ kształtuje wyobraźnię i uczy nowego słownictwa. Zachęcam Was do wspólnego spędzania czasu właśnie w taki sposób, to frajda dla całej rodziny. Wiecie, jak fajnie jest poprzypominać sobie te wszystkie wierszyki z dzieciństwa np. o kaczce dziwaczce albo kotach w butach?

3. Uczymy się angielskiego

Wiecie, że języków obcych najlepiej uczyć się od najmłodszych lat, prawda? Sama widzę po sobie, że dużo więcej łapałam będąc dzieckiem niż obecnie. Kiedyś chłonęłam słówka jak gąbka, teraz jest różnie, ale zazwyczaj gorzej ;(. Na naukę języka przeznaczamy dziennie 10 minut, to mulatko, ale jak dla takiego małego brzdąca, zmęczonego całodziennym pobytem w przedszkolu i tak jest dobrze. O moim sposobie nauki języków obcych niedługo na blogu.

4. Gramy i śpiewamy

Muzyka już na stałe wkomponowała sie w nasze życie. Olek to typ Janka muzykanta.  Sporty poszły u nas raczej w odstawkę, mimo iż nie poddaliśmy się jeszcze całkowicie. Chcecie wiedzieć, co robimy ostatnimi dniami? Karaoke dla najmłodszych! Polecam wszystkim, nie tylko najmłodszym.

5. Jemy wspólnie posiłki

Do tej pory wyglądało to różnie, ja wiecznie na jakieś diecie, Olek zbuntowany anioł, Grzesiek najedzony po pracy. Kolacje jadło się u nas oddzielnie, w zasadzie każdy jadł wtedy, kiedy miał na to ochotę. Jedynie Olek trzymał sie sztywno ram czasowych, ponieważ kolacje jada po kąpieli. Od kilku tygodniu zmieniliśmy całkowicie nasz nieco zaburzony kolacyjny rytm i obecnie jadamy je razem w kuchni, a nie na kolanie jak wcześniej. I wiecie co, widzę jakie fajne efekty to przyniosło. Olek zaczął lepiej jeść, a my z Grześkiem mamy czas na rozmowę. Pamiętam jak moja babcia mi zawsze powtarzała, że wszystkie posiłki, nie tylko obiady, rodzina powinna jeść razem przy jednym stole. Dlatego plus dla mnie za wprowadzenie chociaż takich zmian.

6. Zasypiamy razem

A raczej Olek zasypia przy mnie albo Grześku. To chyba najlepsza nagroda za cały dzień, móc przytulić się do swojej pociechy. Czekam na nią cały dzień, bo potem mam chwilę tylko dla siebie :).

Przedstawiłam wam okrojoną listę rzeczy, które robię ze swoim synem. Jeżeli starcza nam czasu robimy coś dodatkowego jak malowanie, wycinanie, układanie puzzli i kreowanie postaci z ciastoliny. Weekendy to zdecydowanie ten moment, kiedy mamy więcej możliwości i czasu na inne czynności.

Dla mnie najważniejsze jest planowanie i spisywanie tych czynności, które chcę zrobić ze swoim dzieckiem. Brak planu działania rozwala nasze dni i daje poczucie niespełnienia. Nie działamy jak roboty, staramy sie jedynie wypełnić każdą minutę naszego wolnego czasu przyjemnościami.

Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl Blog parentingowy Olomanolo.pl

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Ja muszę ten czas podzielić na 5, więc wciąż i wciąż ubolewam, że zbyt mało czasu spędzam z dziećmi…ech, życie 😉

    • Kamila

      Czasu nigdy nie za wiele. Teraz doceniam każda minutę, nawet sekundę i marze o tym by choć na chwilke zwolnić.

  • I to jest piękne, że jesteś świadoma niedogodności współczesnego macierzyństwa i ojcostwa, a mimo to realizujesz wyznaczone sobie wspólne, niby błahe cele. Dzieciństwo jest jedno, a w przyszłości syn podziekuje Ci za Twoją troskę i poświęcenie!

    • Kamila

      Pieknie to napisalas.

  • Mamusia i Lilusia

    Cudni jesteście a zdjęcia rozwalają system. Lili ma rok… Zastanawiam się jak to będzie gdy przyjdzie czas na życie zawodowe…

    • Kamila

      Będzie ciężko, choć na początku byłam mega zadowolona, że wróciłam do pracy. Po miesiącu pojawiły sie wyrzuty sumienia i łzy, szczególnie po weekendzie. Mały miał wtedy rok. Cieszę się, że udało nam się poznać.