Znane blogerki spowiadają się ze swoich najlepszych wakacji ever!

19
Showing 1 of 1
Rate this post

Do dzisiejszego wpisu zaprosiłam kilka moich blogerskich koleżanek i poprosiłam je, żeby na łamach bloga napisały kilka słów o swoich najlepszych wakacjach ever. Każdy z nas takie miał, każdy je pamięta nawet, jeżeli od tamtego lata minęło parę ładnych lat. Dla jednych były to wakacje spędzone pod namiotem ze swoją drugą połówką, dla innych wyjazd All inclusive do Egiptu, a dla jeszcze innych tydzień na szczycie szklanej góry. Ile osób tyle historii, podejrzewam, że serwer by pękł, gdybym poprosiła Was o opisanie ich wszystkich.

Dla mnie każde wakacje są wyjątkowe, dopracowane w najmniejszym szczególe, wymarzone i skonsumowane na 1000%. Przepiękne były te na karaibskiej wyspie St Maartin, bo w najpiękniejszej scenerii, jaką kiedykolwiek widziałam..Błękit oceanu, najpyszniejsze owoce morza, dyskoteka pod gołym niebem i najfajniejsi tubylcy. Ale to nie je pamiętam jako te najfajniejsze.

Najfajniejsze wakacje spędziłam nad polskim morzem, ze znajomymi z podstawówki i liceum. To były moje pierwsze wakacje bez rodziców, dlatego tak dobrze zapadły w mojej pamięci. Pierwszy „dorosły wyjazd”, podczas którego byłam odpowiedzialna za samą siebie. Pamiętam, jak spakowana w jeden plecak jechałam całą noc pociągiem z piątką moich znajomych do Słupska. A stamtąd autobusem do jakiegoś małego nadmorskiego miasteczka. Dzisiaj już nawet nie pamiętam jego nazwy, bo było to jakieś sto lat temu. Każdy z nas z biletem w dwie strony i wyliczoną co do grosza stawką dzienną. Spanie w namiocie, albo na plaży pod gołym niebem pełnym gwiazd, na śniadanie chleb z mielonką albo pasztetem, na obiad zupka z proszku, a na kolację zapiekanka z budki tak mnie kręciły, że wtedy nie zamieniłabym tego na żadne wakacje All inclusive z moimi rodzicami. To był mój pierwszy krok w dorosłość i moje najlepsze wakacje ever.

Moja historia to jednak nic, w porównaniu z tym co napisały moje koleżanki blogerki. Przekonajcie się sami, co te blogereczki najlepszego wyczyniały…

Marta z bloga www.piwnooka.pl

Marta Piwnooka

„Takich fajnych wakacji, które miały swój niepowtarzalny klimat i które wspomina się z sentymentem miałam dość sporo: kolonie, obozy harcerskie, wakacje nad morzem z babcią albo wakacyjne szlagiery all inclusive. Jestem pewna, że wiele świetnych urlopowych wojaży jeszcze przede mną – z mężem, dzieciakami i pomocnymi dłońmi Dziadków :). Jeśli natomiast myślę o najlepszych wakacjach ever, to od razu nasuwa mi się zeszłoroczny wyjazd w rodzinne strony, do Niemiec. Pierwszy raz w trójkę (a z Niną w brzuchu) odwiedziliśmy miejsce, w którym jest duża część mojego dzieciństwa. Tam jako dziecko bywałam regularnie – odwiedzałam zoo, jadłam pierwsze lody i zachwycałam się kolorami, zapachami a przede wszystkim ilością zabawek w sklepach. Chyba najwięcej radości dało mi pokazanie Antkowi miasta i wielu miejsc, które darzę ogromnym sentymentem. Jak wszędzie, również tam wiele się zmieniło, ale i tak wzruszyłam się na widok synka, bawiącego się na tym samym placu zabaw, co ja 25 lat temu. Bardzo bym chciała jeszcze raz tam pojechać, tym razem z Niną.”

Martyna z bloga www.martynag.pl

Martyna G

„Chociaż mieszkaliśmy blisko siebie nie znaliśmy się osobiście. On zawsze mi imponował, ja zwyczajnie zwracałam na siebie jego uwagę. Odważył się – zaproponował spotkanie. Przyjechał po mnie, zapakował w samochód i jedziemy… ufałam mu, ufałam mu do tego stopnia, że krótka informacja ‚spacer po plaży’ całkowicie mi wystarczyła. Nasza pierwsza randka – jechaliśmy do Sopotu na romantyczny spacer – 350km. Chociaż wakacje te były krótkie (bo trwały tylko dobę) to jednak magiczne – zmieniły moje życie. To właśnie one rozpoczęły nowy etap w naszym życiu… Połączyły nasze serca”.

Agnieszka z bloga www.radoshe.pl

Agnieszka Radoshe

„Ja, wielki orędownik niekomercyjnych wyjazdów w ciemno i podążania niepopularnymi ścieżkami…a moje najlepsze wakacje to totalne zaprzeczenie powyższych!

Zdarzyły się one milion lat temu, gdy wraz z nie-mężem jeszcze wtedy, byliśmy piękni, młodzi, a przede wszystkim przy kasie, bo właśnie zaczęliśmy pierwsze poważne wyzwania zawodowe. Jak przystało na cielęcy wiek postanowiliśmy przepuścić całe oszczędności w jakimś kiczowatym turystycznym kurorcie. Padło na Alanye w Turcji! Nic nie zwiedziliśmy, nic nie zobaczyliśmy, kultury kraju nie poznaliśmy, a zdjęć mamy może z pięćdziesiąt. I prawie wszystkie z hotelowego basenu. Ale achhh! Cóż to były za wakacje. Poniósł nas taki imprezowy klimat, że czasu nie było na nic innego. Dni zlewały się z nocą, noce z dniami. Wstawaliśmy ok. 14, a do hotelu wracaliśmy po wschodzie słońca. Imprezy w klubach, ogniska na plaży, mnóstwo szalonych ludzi wokół i nie całkiem racjonalnych pomysłów w głowie. I tak bite dwa tygodnie. Jak to się te młode organizmy szybko potrafią regenerować! Wspominamy ten wyjazd z najwyższym rozrzewnieniem i sentymentem … i naprawdę nie wiem, czy kiedyś opowiemy o nim naszemu dziecku ;).”

Dominika z bloga www.mommydraws.wordpress.com

Dominika Mommydraws

„Gdy pojawił się temat ‘szalonych wakacji’ wskoczył mi uśmieszek na usta. Generalnie – mam co wspominać 😀 Jako panienka nie próżnowałam. Widziano mnie na zmywaku w barze Fish&Chips w Anglii, później awansowałam na smażącego frytkowego! Byłam tam też ratownikiem na basenie, a później wyprowadzałam pieska pewnej starszej pani, która po spacerku nawoływała go „Charlie, come to mommy!” 😛

Kolejnego lata pilnowałam troje dzieci na francuskiej wyspie. Ni w ząb nie rozumiałam co do mnie mówią, ale robili pyszne naleśniki a ojciec dzieci dzień w dzień łowił krewetki, więc zostałam na pół roku. Fundnęli mi za to metę na dwa tygodnie w Paryżu.

Jednego lata z czterema osobnikami płci męskiej popłynęłam żaglówką na Bornholm. Mało życiem nie przepłaciłam przy zderzeniu z promem, ale poziom adrenaliny na samo wspomnienie mi się fajnie podnosi.

Gdy już poznałam ślubnego w Egipcie za dwa wielbłądy mnie chcieli kupić (dzisiaj by pewnie sprzedał:P). W podróż poślubną polecieliśmy z 1,5-rocznym Olkiem na bajkową wyspę Kos w Grecji. Przywiozłam oliwki, miód i podróbkę ray ban’ów za 3 euro <3 Było bosko!

W tym roku siedzimy grzecznie w domu z dzieciaczkami, ale na bank odbijemy to sobie za 2-3 lata. Planujemy najazd na Chorwację :). /Zdjęcie pochodzi z rejsu z 2007r. Nie miałam sztormówki, więc popłynęłam w różowiuśkiej kurtce narciarskiej. Daj Bóg mi jeszcze kiedyś przeżyć taką przygodę”.

 A jeżeli masz ochotę podzielić się z nami swoją historią to na nią czekam. Chcemy pośmiać się razem z Tobą;)

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledz nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu.

→ Odwiedź nas Twitter i Pinterest, jeżeli Facebook i Instagram są dla Ciebie niewystarczające.

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)