Powinnam wybrać nianię czy żłobek?

8

Wszystko, co dobre szybko się kończy. Powrót do pracy zbliża się wielkimi krokami. Ciężko będzie się przyzwyczaić do nowego – starego trybu życia. Pocieszę Cię- sam fakt powrotu do pracy nie jest taki zły.

Najgorsze są początki i pierwsze dni. Jeśli już wdrążysz się w dawne i nowe obowiązki wszystko się wyklaruje. Decyzja o powrocie do pracy jest naprawdę trudna. I kiedy jedne mamy będą wyrywały sobie włosy z głowy na samą myśl o tym, inne będą skakały z radości. Wiesz jak jest- kredyty same się nie spłacą, awans sam nie zapuka do Twoich drzwi, a szef nie zapyta uprzejmie, czy czasem nie marzysz o podwyżce. Życie.

Pewnie nie raz przeszło Ci przez myśl, kto zaopiekuje się w tym czasie Twoim maleństwem. Jeśli masz w pobliżu babcię, to szczerze Ci gratuluję i zazdroszczę.

My niestety nie mieliśmy tyle szczęścia.  Pojawia się pytanie: Kto w tym czasie ma się zająć moim dzieckiem? Czy jestem w stanie zaufać obcej osobie i powierzyć jej życie moich synów? Matka Wariatka? Nie. Jestem pewna, że nie ma wśród nas osoby, która nie stanęła przed tym dylematem.

Ile osób, tyle opinii. Jedni rodzice poświęcą kilka tygodni na szukanie odpowiedniego żłobka, inni z nas odbędą godzinne rozmowy kwalifikacyjne, żeby znaleźć odpowiednią opiekunkę dla naszego malucha. Przecież to normalne, że chcemy wybrać osobę, która sprosta naszym oczekiwaniom, która będzie odpowiedzialna i lubiana przez nasze dzieci.

Nie ważne, którą opcję wybierzemy. Wszystkich na początku łączy jedno: ścisk w żołądku, walące serce, gęsia skórka, nieprzespane noce na myśl o wielogodzinnej rozłące i zostawieniu pociechy z obcą osobą. Znajome uczucie? Głupie pytanie! Przecież każdy rodzic musi przez to przejść.

My niestety nie mieliśmy tyle szczęścia, więc kiedy znałam już datę powrotu do pracy dużo myślałam, czy zostawić małego z nianią czy wysłać go do żłobka. Od zawsze chciałam, aby Olek był w grupie, która jak wiadomo wpływa na rozwój dzieci zarówno pozytywnie, jak i negatywnie… Według mnie 12 – miesięczne dziecko jest zdecydowanie za małe, aby posłać je do żłobka. Wybór padł na nianię. W poszukiwaniu tej idealnej udałam się do Internetu i znajomych. Nie ważne, że mam już dwóch synów. Szukanie opiekunki nadal mnie przeraża. Na ofertę zamieszczoną w Internecie odpowiedziało kilkadziesiąt kobiet, każda nowa była lepsza od poprzedniej… Mój mózg parował, ale z pomocą przyszła znajoma, która poleciła mi swoją bratanicę, pracującą od 3 lat jako niania. To był strzał w dziesiątkę, siedząc w pracy dokładnie widziałam, co robi moje dziecko, co zjadło i w co się bawiło. Po 8 miesiącach, myśląc o perspektywie długiej zimy i siedzenia w domu, znając jednocześnie swoje dziecko, które tak bardzo ciągnęło do innych dzieci pojechałam do zaprzyjaźnionego żłobka i złożyłam papiery. To była decyzja podjęta w sekundę. Do końca nie wiedziałam czy robię dobrze, przecież to oznaczało konkretne zmiany. Co przerażało mnie najbardziej? Płacz mojego syna i choroby.

Wszystko z życiu ma swoje plusy i minusy. Szukasz złotej rady tak jak i ja?. Niestety nie dam Ci jednoznacznej odpowiedzi. Nie znam Twojego dziecka. To Ty jesteś jego matką i to Ty wiesz, co jest najlepsze dla niego. Jeżeli Twoja pociecha uwielbia kontakty z innymi dziećmi, a Ty możesz spokojnie chodzić na zwolnienia lekarskie, to śmiało wysyłaj je do żłobka. Jeżeli jest odwrotnie, to daj mu szansę na spędzenie czasu w domu pod opieką niani.

Żłobek niestety to ciągłe zwolnienia i wizyty u lekarza. U nas średnio co trzeci tydzień wychodzi jakaś wirusówka, kaszel, katar i gorączka. Generalnie nic strasznego z czego nie da się szybko wyjść. Tydzień zwolnienia, trzy tygodnie pracy i znowu zwolnienie. Jeżeli w swojej pracy nie możesz sobie pozwolić na częste nieobecności, to zapomnij o żłobku. Oczywiście to nie minie, bo jeżeli nie teraz, to Twoje dziecko będzie chorowało za 2 lata, kiedy poślesz go do przedszkola. Tak było zawsze, jest i tak zostanie. Dziecko musi swoje odchorować, zaadaptować się do żłobkowego czy przedszkolnego powietrza. Plusem tej instytucji jest fakt, że maluch w grupie szybciej się rozwija, uczy się dyscypliny i samodzielności. Mój Olek poszedł do żłobka kiedy miał rok i dziewięć miesięcy, był jedynym dzieckiem, które nie potrafiło jeść zupy samodzielnie ani samo się rozebrać. Niby jak miałby to umieć, skoro zawsze wyręczała go w tym niania lub mama. Po 2 miesiącach potrafił już jeść, ubierać się i rozbierać samodzielnie. Nie mówię, że opiekunka tego nie nauczy, twierdzę jedynie, że niani trzeba dokładnie mówić czego oczekujemy i to najlepiej na początku współpracy. Precyzyjna i jasna komunikacja to klucz do sukcesu.

Nie ma złotej rady. Wybór zależy od Ciebie i od Twojego dziecka. Pamiętaj, zdecyduj się na to, co będzie najlepsze dla niego, Ty znasz je przecież najlepiej.

Dziewczyny, jestem ciekawa jakie Wy macie doświadczenia? Podzielcie się w komentarzach jak wyglądał u nas powrót do pracy. Którą opcję opieki nad Waszym dzieckiem wybrałyście?

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Wróciłam do pracy gdy mój syn miał niespełna pół roku. Nie miałam odwagi posłać go do żłobka, choć taki z początku mieliśmy zamiar. Pierwsze miesiące mój mąż pracował na nocki, by móc w dzień zająć się dzieckiem – nie mogliśmy znaleźć niani. To był trudny okres dla nas wszystkich i chyba największa próba dla naszego małżeństwa.
    Znalazłam nianię nieidealną. Była z nami dwa lata 🙂 I nie mogę powiedzieć, że żałuję. Choroby się zdarzały, ale na pewno nie tak często jak w przypadku dzieci moich koleżanek z pracy. Niby tolerancja w pracy jest, ale ile to narzekań i skarg słyszałam wśród kierowników to nie zliczę. Generalnie takie mamuśki które co chwila znikają na L4 nie są mile widziane, bo trudno im powierzyć odpowiedzialne, długoterminowe zadanie. Ciągle ktoś musiał je zastępować i przejmować materiał już naczęty i często nieskończony. Koszmar dla dyspozycyjnych pracowników i koszmar dla toczących się projektów.

    Powrót do pracy nie był dla mnie trudny. Skrycie cieszyłam się, że mogę na pół dnia wymknąć się do świata biznesu 🙂
    Trudy dopiero nastały, gdy mały poszedł do przedszkola. Płaczliwe poranki, często kończące się histerią dziecka i moimi wyrzutami sumienia. A potem choroba za chorobą, niejednokrotnie szpital. Zarwane noce i niedożywienie. I tak po dwóch latach poczułam silną potrzebę powrotu do domu, toteż zaszłam w kolejną ciąże 🙂 hehe

  • Jak moja mała miała rok wysłaliśmy ją do żłobka. W sumie nie mieliśmy wyjścia bo niania to był dla nas zbyt duży koszt. Ale nie żałuję znaleźliśmy dobry żłobek i mała szybko się zaadaptowała. Teraz lubi tam chodzić, ogólnie chyb ja bardziej przeżywałam rozłąkę bo ona jest natury towarzyska . Chociaż gdybym miała wybór też wybrałabym nianię:)

  • U nas nie było tego dylematu, bo moja praca pozwalała mi na bycie w domu z synem 🙂

    • I bardzo fajnie! Ale jednak nie wszystkie mamy mają taką możliwość. Ja cały czas pracuję na to, żeby móc zostać z moimi dziećmi w domu.

  • Ja nie miałam tego dylematu, bo pracuję w domu, ale rozumiem…Pewnie wybrałabym nianię, dla tak małego dziecka żłobek to chyba nieodpowiednie miejsce, zresztą ciągłe chorowanie mogłoby utrudnić pracę.

    • Chorowanie utrudnia życie, to fakt. Ja miałam i nianie i żłobek i takie rozwiazanie jest ok. Do 2 lat niania, potem żłobek przez rok, ktory świetnie przygotuje dziecko do przedszkola.

  • Krzysiek

    Na ten blog zaglądają także tatusiowie i trochę dziwnie się czują jak zwracasz się do nich „Dziewczyny” 😉
    Bardzo fajny kawalek internetu robisz. Pozdrawiam 🙂

    • Krzysiek, dzięki!!! Bardzo miło. Z badań wynikało, że to mamusie zaglądają głównie na blog. Zatem zmieniam to, będę kierowała wpisy do oby płci.