Nieposłuszeństwo to nie wina dziecka, ale błędu popełnianego przez większość rodziców

15

-,,Jak za minutę nie wrócisz, to Cię tu zostawię… Słyszysz?! „Chodź szybko do domu, tam czeka na ciebie prezent”…

Znacie to? Taki monolog ostatnio usłyszałam na placyku zabaw i zaczęłam zastanawiać się, czy mama, która wypowiedziała te słowa jest świadoma konsekwencji swojego zachowania? Kreatywność rodziców, jeśli chodzi o wymuszenie pożądanego zachowania u dziecka, nie zna granic. Dlatego tak często niektórzy z opiekunów sięgają po szantaż emocjonalny lub zastraszanie. Uważają, że to najłatwiejszy sposób na egzekwowanie posłuszeństwa u dzieci.

Jako rodzice pragniemy dla naszych pociech wszystkiego, co najlepsze. Chcemy, żeby były zdrowe, prawidło się rozwijały. Marzymy o dzieciach grzecznych i nie sprawiających kłopotów wychowawczych. A kiedy faktycznie dociera do nas, że nasze dziecko jest niegrzeczne, najczęściej tłumaczymy to w ten sposób, że ,,ten typ tak ma”, że może nawaliła Matka Natura, pociecha wdała się w nielubianą ciotkę albo to wina podmienienia w szpitalu…

Tak naprawdę to, jakie są nasze dzieci zależy od nas samych. To przecież my jesteśmy dla nich wzorcem, to my pokazujemy im świat, uczymy ich szacunku i tolerancji. Jako rodzice musimy tłumaczyć naszym maluchom, dlaczego ludzie różnią się między sobą, przecież te małe istotki nie rodzą się z bagażem doświadczeń. Chcąc spełnić nasze marzenie o ułożonym dziecku, musimy dopilnować jakie wartości mu przekazujemy. Jako ludzie popełniamy wiele błędów, tym bardziej będąc rodzicami. Jednak niektóre z nich naprawdę można wyeliminować, jeśli uświadomimy sobie pewne sprawy.

Szantaż chyba nie jest obcym słowem w żadnej rodzinie. To taki świadomy i nieświadomy szkodnik zachowania naszych dzieci. Niby wymusza pożądane zachowanie, ale w rezultacie wywołuje w dziecku poczucie winy, złość, niemoc i żal.

Dlaczego szantażujemy swoje dzieci?

My rodzice często chcemy wymusić na naszych pociechach jakieś zachowanie. Dlaczego tak się dzieje? Spójrzmy prawdzie w oczy. A no, Moi Drodzy, robimy tak często z braku umiejętności wychowawczych, bezsilności, wobec oczekiwań względem dziecka, czasami nawet z wygody i braku czasu. Rodzice często błędnie myślą, że wychowają sobie marionetkę, która będzie robiła dokładnie to, czego oni oczekują. Wymagają posłuszeństwa i wierności, zapominając, że dziecko może rozwijać się własnym torem, z własnymi upodobaniami. Stawianie oporu, wyrabianie sobie opinii na dany temat jest wpisane w naturalny rozwój malca. Widząc wspomniany opór, uciekamy się do szantażu. To szybka i wygodna broń. Po co tracić czas na kilkuminutową rozmowę, walkę na argumenty, skoro można sprawę załatwić szybko, ale czy bezboleśnie? Nie chodzi tu wcale o przemoc fizyczną.  Szantażowane dziecko czuje się słabsze. W głębi duszy przecież wie, że jest na przegranej pozycji, bo rodzic i tak zrobi to, co będzie chciał.

Szantaż, jako błąd wychowawczy

Szantaż negatywnie wpływa na rozwój dziecka. Wyrażenia typu ,,Czarownica będzie wiedziała co z tobą zrobić”, ,,O, ten pan już tu podchodzi, żeby Cię zabrać”, „Jak będziesz grzeczny to dostaniesz prezent” , „Kupię Ci ten samochód, jak dostaniesz pochwałę w przedszkolu” budzą w nim ogromny niepokój. Te nieświadomie wypowiedziane zdania niszczą nasze dzieci emocjonalnie i społecznie, wpajają w dziecku lęk przed odrzuceniem. Samoocena naszego malucha drastycznie maleje, bo przecież mama już mniej go kocha. Co z poczuciem bezpieczeństwa, otwartością? Dziecko zaczyna żyć według nakazów i zakazów rodzica, zapominając o tym, czym jest wybór. Dodatkowo dziecko jest tak zestresowane, że musi gdzieś pozbyć się tych negatywnych emocji. Szuka ulgi w agresji, którą my odbieramy jako nieposłuszeństwo i niegrzeczność.

,,Rodzicu, porozmawiaj ze mną!”

Wiele osób może mi teraz zarzucić, że nakłaniam Was do wejścia sobie na głowę przez dziecko. Nie taki jest mój cel. Zachęcam Was do rozmowy, do znalezienia złotego środka. Wytłumacz maluchowi swoje zachowanie, nie strasz go. Ja nad tym pracuję cały czas, bo nie chcę, aby mój syn jako dorosły człowiek czuł do mnie ogromny żal i smutek. Chcę, żeby był obecny w moim życiu.

Wiem, że możesz być zmęczona. Wiem, że ciężko ogarnąć dom, dzieciaki i znaleźć czas na spokojną rozmowę. Nawet nie wiesz jak często muszę ugryźć się w język, ale wiem też, że to wszystko zaowocuje. Cieszę się, że mój starszy syn ma własne zdanie i swoje spojrzenie na świat. Choć czasem się z tym nie zgadzam, to staram się jak najmniej kazać mu iść moją, nie swoją drogą. Jeśli Ty nauczysz swoje dziecko rozmowy, ono będzie budowało swoją rodzinę na podobnych wartościach. Będzie wiedziało, że różnice poglądów można przedyskutować i dojść do kompromisu, a nie trzaskać drzwiami. Podłoże szantażu ma swoje początki w naszym dzieciństwie, może w naszej rodzinie nie było zwyczaju częstej rozmowy?

Szantażowane dzieci często wykazują agresję wobec swoich rówieśników, najczęściej, gdy nie widzą tego dorośli. To taka próba wyładowania negatywnych emocji. Maluch sądzi, że skoro rodzice go nie szanują, to on nie będzie respektował poglądów innych osób. Postępując tak, chce poczuć się lepiej i zbudować pozycję używając siły. To błędne koło. To wszystko rodzi problemy społeczne, bo takiemu dziecku trudniej jest nawiązywać nowe znajomości, a wiele spraw chce załatwić krzykiem i przemocą. Nie znosi przy tym sprzeciwu. Takie dziecko w rzeczywistości czuje się bardzo samotne.

Uczmy się wzajemnego dialogu. Przynosi on dużo lepsze efekty i to te długodystansowe. A prezenty i tak kupujmy dzieciom, po to je przecież mamy! 

============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek

↓↓↓

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • justa

    próbowałam dialogów, tłumaczenia, pytania „dlaczego sie tak zachowujesz” i co??? i nic!!! moj niespełna 2,5-letni syn coraz częsciej robi nam po prostu na złosć bo jak nazwac np kopanie pełnego nocnika zaraz po załatwieniu sie? mowilam juz tyle razy nie kop bo sie wyleje i co??? nadal go kopie smiejąc sie!! tak samo jak mamy gdzies wychodzic, on chowa sie zawsze i nie reaguje jak mowie „ubieramy sie”, (smejac sie z tego oczywiscie) a zeby nie bylo wczesniej sie pytam czy chce isc np na spacer. I co robic?? wiec takie porady nie zawsze sa celne…

    • Marta

      Dziecko nie odpowie Ci na pytanie ‚dlaczego tak się zachowujesz’… polecam przeczytać książkę ‚Jak mówić by dzieci nas słuchały, jak słuchać by dzieci do nas mówiły’. Jeśli chodzi o ubieranie to polecam uprzedzanie, Asia Jaskólka ostatnio o tym pisała.
      Codziennie zmagam się z bardzo podobnymi wyzwaniami wychowania niespełna 3letniej dziewczynki. Uwierz mi, że czasem wystarczy kilka małych zmian i dziecko zachowuje się zupełnie inaczej, powodzenia! 😃

      • justa

        postaram sie przeczytac ta ksiazke-dzieki! 🙂 co do uprzedzania to jesli chodzi o to zeby wczesniej mowic co bedziemy robic to zawsze tak robie…

  • Alicja Piotrowska

    W pełni zgadzam się z tym, że nie powinniśmy straszyć dzieci. Nie straszę czarownicą, policjantem itp. Szanuję, tłumaczę, dialoguję. Ale… ja też mam grzeszki na sumieniu. Po 20 próbie ubrania, po prośbach i tłumaczeniach powiedziałam: masz wybór, ubierasz się albo zostajesz w domu sama. No bo nie oszukujumy się, czasami próby tłumaczenia dziecku w wieku 2-3 lata to jakaś kpina (jednocześnie chce iść i nie chce, nie wie co to spóźnienie i ma to w głębokim poważaniu), poziom empatii dla spoconej i zmęczonej matki wynosi okrągłe 0, a nerwy (matczyne i tych oczekujących gdzieś tam) nie są ze stali. Potrzebne są te pedagogiczne zasady i ideały, bardzo potrzebne, ale nie zawsze osiągalne…

    • Lidia Niwińska

      popieram w 100%, pięknie się czyta, potakuje i wizualizuje, ale rzeczywistość często wygląda zupełnie inaczej

    • Agata Agata

      nic dodać nic ująć – zgadzam się z Panią Pani Alicjo w każdym punkcie

  • A ja się całkiem cieszę z tego, że moje dziecko jest niegrzeczne. Wiem, że będzie szło własną drogą, nie podporządkowując się innym i nie przejmując zdaniem otoczenia 🙂

  • Mnie też tak straszyli, a byłam wyjątkowo grzecznym dzieckiem. Nie wyobrażam sobie używania takich słów w stosunku do mojego synka. Dzieci to dzieci, nie będą siedziały idealnie cicho cały dzień i robiły każdej rzeczy, które rodzice chcą. Uważam, że nad tym, żeby dziecko „nie weszło nam na głowę” (bo nie o to też chodzi, żeby pozwalać na wszystko), trzeba pracować od początku, gdy widzimy, że dziecko zaczyna wiele rzeczy rozumieć i wyprobowywac granice. I tutaj jest problem większości rodziców – dziecko roczne wali w telewizor, gryzie, bije, ciągnie za włosy itp – dla niego to nowość, chce zobaczyć co się stanie, a jak widzi, że rodzice się wtedy śmieją, bo dla nich „to urocze”, to robi to dalej i dalej, uważa to za odpowiednie zachowanie, bo ma akceptację ze strony rodziców. A potem dziecko ma te dwa lata i nagle te wszystkie zachowania przestają być dla rrodziców urocze i jest problem, bo dziecko nie rozumie, dlaczego za to samo co robił do tej pory rodzice krzyczą, a wcześniej się śmiali. Dlatego ja „pracuje” nad tym z synkiem od początku, jeśli broi (ostatnio prawie zrzucił telewizor dziadków albo specjalnie zacZął mnie kopać – takie przykłady), tłumacze mu, że nie wolno, bo to i tamto (choć wiadomo, że jest jeszcze za maly, żeby to rozumieć). Mówię to stanowczym głosem – jeśli trzy razy pod rząd sytuacja się powtarza, to jest koniec zabawy, przenosimy się w inne miejsce. Jak na razie moja metoda działa – M.in. w końcu przestał podchodzić to telewizora (próbował na początku, ale wystarczyło, że powiedziałam nie wolno to się wycofał), gorzej, że inni domownicy tego nie respektują i się śmieją jak ich np uderzy.

  • Powrót do domu z placu zabaw dla dziecka z przedziału wiekowego 1-3 prawie zawsze kończy się histerią. U nas rozmowa nie dawała skutku, zwykle musiałam zaproponować coś w zamian inaczej wracaliśmy do domu z rozhisteryzowanym dzieckiem na rękach i reszta dnia była już do niczego.
    Później.. bliżej 4 roku życia mój syn zaczął rozumieć gdy mówiłam do niego, że przyszedł czas na powrót do domu i daje mu jeszcze 1 minutkę.

    Zawsze staram się podjąć dialog z moim dzieckiem i zazwyczaj idzie nam marnie, bo ten uparciuch przerywa mi wpół zdania stwierdzeniem „przestań już!” „nie chce tego słuchać!” „nie lubię was” … więc nie zawsze to jest takie proste i teoria teorią ale w praktyce bywa różnie i niestety nie na każde dziecko działają metody wychowawcze opisane w mądrych książkach 🙂

    Straszenie jest złe. Ale konsekwencję nieposłuszeństwa dziecko musi odczuć, dlatego czasami z moich ust pada stwierdzenie, że jest mi niezmiernie przykro i odchodzę.

  • knut

    Dobrze, w takim razie będę miał pytanie. Od jakiegoś czasu nie układa się mi z żoną, do tego stopnia, że zmieniłem miejsce zamieszkania głównie z powodu zatrudnienia. Przyjeżdżam na weekendy chociaż nie każdy. Z dzieckiem utrzymuję kontakt telefoniczny i przez wideorozmowy. Chociaż też nie zawsze, czasami on nie ma ochoty – nie naciskam. W każdym razie, zmierzając do sedna. Niejednokrotnie spotkałem się z sytuacją kiedy poszliśmy z synem czy to na spacer do parku, czy na zakupy – w każdym razie nie było nas dłuższą chwilę. Natomiast po powrocie spotykaliśmy się z odpowiedzią jego matki gdy syn chciał o coś zapytać lub poprosić o pomoc przy rozebraniu się: „idź sobie do tego ojca swojego, mama cię już nie chce, mama cię już nie kocha, bo ty wolisz z tym ojcem być, idź sobie tam do sklepu to ci pomogą”. Podkreślę, że takie wypady nie trwają dłużej niż kilka godzin w ciągu dnia raz na tydzień lub dwa. Moje pytanie, jakim trzeba być człowiekiem żeby traktować tak 3-letnie dziecko? Czy to kwalifikuje się pod przemoc psychiczną? Próba zmuszenia dziecka do faworyzowania jednego z rodziców, czy tak to można zrozumieć?

    • jo anna

      Tego nie można zrozumieć

  • Racja nie powinniśmy przymuszać dzieci, ale czasami nie ma innej rady, gdy się spieszymy…można próbować tłumaczyć dziecku małemu, ale nie wiadomo czy zrozumie,

  • W większości przypadków zgadzam się. Staram się nie narzucać swojego zdania starszej córce. Nigdy w życiu nie zastraszam. Od zawsze staram się jej wszystko tłumaczyć. Niestety w pewnym momencie musiałam wprowadzić pewne nagrody, w określonych sytuacjach. Lekkie kary typu zakaz słodyczy, czy wieczornej bajki też. Nie wszystko moje dziecko, idąc swoją drogą załapuje tak jak powinno, zwłaszcza przez wrodzony upór. Nie zawsze uczy się na konsekwencjach. A gdy to zagraża jej zdrowiu nie mogę pozwolić na to, by była taka wolna jak tylko chce, by szła swoją drogą po całości. Przykładowo potrafi zrobić awanturę rano, że chce wypić sok na pusty żołądek. Tłumaczyłam na wszelkie sposoby. I tak kończy się rykiem i awanturą, a wtedy to już żadnych tłumaczeń nie słucha. Parę razy wypiła ten sok, a potem bolał ją brzuch. Nawet to niczego nie zmieniło, do tej pory potrafi urządzić karczemną awanturę o sok rano, albo co gorsza w nocy, gdy się obudzi. Widocznie kiepski ze mnie rodzic, ale w takich i podobnych sytuacjach nie umiem poradzić sobie bez obietnicy nagrody jak spełni moją prośbę i odpuści ten sok dla własnego zdrowia. Pokazywaliśmy jej zdjęcia próchnicy (sama póki co nie ma, co raczej jest genetyczne u nas), ale to też nie robi na niej najmniejszego wrażenia. Mam kilka takich sytuacji, w których jestem bezsilna i przekonuję się, że jednak dzieci potrzebują też jakiś ustalonych przez rodziców zasad. Moja córka bardzo dobrze odnajduje się w przedszkolu, w którym są kary i nagrody (chmurki lub słoneczka na tablicy), jasno ustalane zasady co się powinno robić, a co nie. Wydaje mi się, że każde dziecko jest inne i nie na każdym działają te same metody. Trzeba znaleźć swój własny złoty środek.

  • Monika Barnaś-Kumięga

    Najgłupsze straszenie dziecka z jakim miałam styczność to jak babcia straszyła wnuczka (około 4 lata) że…POLICJANCI GO ZABIORĄ. Na szczęście trafiła na fajnych policjantów którzy gdy to usłyszeli to podeszli do niej i wytłumaczyli że jak dziecko się zgubi w tłumie albo jak go ktoś porwie albo jak ktoś faktycznie będzie potrzebował pomocy to dziecko powinno mieć zakodowane że policjant to jest ten ‚dobry’ do którego trzeba pobiec i powiedzieć co się stało. Babci się oczywiście głupio nie zrobiło tylko zaczęła coś chrzanić że ona może robić co chce i mówić do wnuczka co jej pasuje. Więc oni przykucnęli, przywitali się z dzieckiem, pokazali mu radiowóz i wogóle byli bardzo mili i powiedzieli że zawsze jak będzie potrzebował pomocy to niech pamięta że policjant mu pomoże. Dziecko ucieszone, szczęśliwe coś tam zaczęło z nimi rozmawiać a babcia go za rękę i wściekła ‚do domu natychmiast!’. Do niektórych nie dociera nic niestety :/

    • Straszna historia. To prawda, że starsze osoby, jak nasze babcie nie rozumieją jak duży wpływ na rozwój, psychikę dziecka ma straszenie. Niby niewinne, a jednak..My synowi tłumaczymy, że policji nie można się bać, bo oni pomagają ludziom. I jeżeli kiedykolwiek potrzebowałby pomocy, to policjanci napewno pomogą.