Już nie musisz być supermenką mamo…

8

My kobiety chcemy być samowystarczalne i multizadaniowe. To wcale nie sytuacja życiowa nam to narzuca, ale chęć bycia supermenką. Chcemy wszystkiego na raz, kariery, dzieci, kochającego męża, pięknego i zadbanego domu, tylko jak to zrobić, skoro doba ma jedynie 24 godziny? Czy nie bierzemy zbyt wiele na nasze barki? Czy naprawdę chęć bycia idealną musi wysysać z nas ostatki sił i budzić niekiedy irytację sięgającą levelu 100? Nie da się być wszędzie, tym bardziej nie da się wejść w 50 roli na raz.

IMG_0740

Do pewnego momentu swojego życia (pamiętam, że Oluś był już na świecie) próbowałam pokazać całemu światu, jaka ze mnie supermenka. Byłam kucharką, sprzątaczką, praczką, opiekunką i pracownikiem na etacie w jednym. Potrafiłam gotować, a w tym samym czasie nastawiać pranie, odkurzać, bawić się z dzieckiem i wykonywać tysiąc innych czynności. W jednym zdaniu byłam jak człowiek orkiestra. Nadal to potrafię, ale już nie chcę tego robić. Nie w takim tempie…Zaraz opowiem Ci dlaczego.

Z rodzinnego domu wyniosłam pewien obrazek, który wyglądał tak: w niedzielę rano jedliśmy śniadanie, potem był kościół, a po kościele moja mama stała w kuchni przez wiele godzin gotując rosół, kompot, przygotowując drugie danie, jednocześnie piecząc ciasto do poobiedniej kawy. Będąc już żoną praktykowałam to samo, ponieważ podobnie jak moja mama chciałam pokazać całemu światu, jaka jestem SUPER! Aż w końcu powiedziałam dość!

Miałam dosyć zaspakajania potrzeb innych swoim kosztem, zdrowiem i samopoczuciem. Doszłam do wniosku, że nikomu nic się stanie z powodu jednodaniowego obiadu, albo szklanki soku z kartonu. Postanowiłam więc bardziej zadbać o komfort swojego życia, bo od wieków wiadomo, że szczęśliwa kobieta, mama to szczęśliwe dziecko i cała rodzina! Aby ulżyć sobie stresu i zmęczenia pozwoliłam wykazać się swojemu mężowi, który pamiętam jak po przygotowaniu swojego pierwszego  niedzielnego obiadu chodził dumny jak paw przez cały następny tydzień.Dzięki temu, moje obowiązki domowe stały się dla mnie przyjemnością a nie chorym obowiązkiem.

Problemem współczesnych kobiet jest robienie dziesięciu rzeczy na raz, ustanawiamy sobie za wysokie poprzeczki, których potem nie potrafimy przeskoczyć. Pojawia się frustracja, złość i pretensje do samych siebie, o to, że się nie wyrabiamy. A patrząc na naszych facetów, którzy zawsze wydają się być jacyś tacy szczęśliwi i spokojni jeszcze bardziej się nakręcamy. Im się udaje, bo mają zdrowe podejście do życia i do swoich obowiązków. I tego im zazdroszczę. Zazdroszczę mojemu mężowi, że potrafi spać w niedzielę do 9 czy 10, kiedy ja, jak głupia, nastawiam budzik na 6, tylko po to, żeby zdążyć ogarnąć dom i śniadanie zanim wszyscy domownicy wstaną. A kiedy już mąż wstanie o tej 10 wyliczam, że już jestem zmęczona, że mam dosyć i że on za długo spał. A przecież nie musiałam, mogłam leżeć w tym łóżku razem z nim, zaoszczędziłabym chociaż tego pięciominutowego stresu.

Od pewnego czasu staram się eliminować obowiązki, bez których życie i tak będzie toczyło się dalej. Niektóre rzeczy ceduję na męża, niekiedy ratuję się gotowcami lub półproduktami. Wybieram szybsze i łatwiejsze rozwiązania.

W końcu zrozumiałam, że nie muszę być perfekcyjna we wszystkim co robię, muszę nauczyć się akceptować „dobrze wykonane zadania”. I dowiedziałam się jednego, na świecie nie ma ideałów, a dążenie do tego stanu to syzyfowa praca! Trzymam kciuki za każdą z Was, mam nadzieję, że uda Wam się dojść do takiej samej konkluzji jak moja.

*Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeżeli udostępnisz go w swoich kanałach social media.

IMG_0756 IMG_0796 IMG_0781 IMG_0798

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Popieram, a jednak jakieś wyrzuty sumienia mam, nie wobec rodziny – oni lubią mamę zadowoloną ale wobec Świata, innych perfekcyjnych babeczek.

    • Kamila

      Ja też, ale dzieci kochają nas mimo wszystko za to jakie jestesmy 😉

  • Świetny artykuł 🙂

  • Zupełnie jakbym czytała o sobie. Dopiero przy drugim dziecku zrozumiałam, że nie muszę być taka idealna. Szkoda, bo mogło być tak fajnie i na luzie od samego początku 😉

    • Kamila

      Ja też żałuję, że tak poźno to zrozumiałam.

  • Bo grunt to nie być matką idealną 😉 http://alergicznedziecko.pl/jak-nie-byc-matka-idealna/

  • Świetny artykuł i bardzo na czasie.. mnie az irytują te niby idealne mamy.. chociaz zazdrosciłam im przyznaje się 🙁

  • Amen! Narzucamy na siebie miliard obowiązków, a nic się nie stanie jak pranie poczeka jeszcze jeden dzień na wyprasowanie. A jakże przyjemnie jest iść do restauracji zamiast stać przy garach 😉