Takie praktyki mogą nawet zabić Twoje dziecko! Dlatego przestań…

10

Kiedyś był znachor, dzisiaj tę rolę często przejmują portale społecznościowe. Coraz więcej matek skazuje swoje dzieci na niebezpieczeństwo. Okazuje się, że Facebook czy też inne portale internetowe dla niektórych jest lepszym źródłem wiedzy medycznej niż lekarz. 

Jeszcze jakiś czas temu znany był Doktor Google, który zwykłe przesilenie wiosenne diagnozował jako raka z przerzutami. Czytając wszystkie opinie, szybko mogliśmy stwierdzić, że nie dożyjemy jutra. Większość z nas zaprzestała tych praktyk, twierdząc (i słusznie), że są mało wiarygodne.

Dzisiaj, w Internecie mnożą się jak grzyby po deszczu grupy, na których wirtualne znajome doradzą nam albo zastąpią lekarza. A wszystko w trosce o nasze dziecko. To normalne, że chcemy wymienić się z kimś obawami, czy doświadczeniem. Na takich grupach nikogo nie dziwi też fakt, że chcemy  polecić komuś dobrego specjalistę.

Pewnie znane są nam też pytania w stylu: ,,Czy któraś z was spotkała się z takim problemem? Co to za choroba według was?” . I te odpowiedzi: ,,Moje dziecko chyba miało to samo, to nic groźnego”. Do cholery! CHYBA?! Kimże są te panie, które na odległość doradzają i bawią się w lekarzy? Co z nami nie tak, skoro jesteśmy w stanie zaufać opinii totalnie obcej osoby zamiast pójść do specjalisty? Nie mamy przecież pojęcia o doświadczeniu, wykształceniu, ani umiejętnościach tych osób. Ok, wiem, że zdarzają się przypadki, kiedy rodzice muszą czekać kilka godzin na wizytę u lekarza. Albo wstają wcześnie rano, żeby pobiec do przychodni i zarejestrować maluszka na późniejszą godzinę, bo panie w rejestracji nie raczą odebrać telefonu. Ale nie traćmy zdrowego rozsądku!

Znam sytuację dziewczyny, która  szukała informacji o zmianach skórnych swojego syna. Podejrzewała alergię na nabiał. Koleżanki z grupy na Facebooku doradziły jej różne specyfiki. Ostatecznie okazało się, że mały złapał w szpitalu gronkowca, który dał podobne objawy, jak uczulenie. Mogłabym przytoczyć więcej takich sytuacji.

Wiecie co mnie jeszcze przeraża? Fakt, że o słuszności posta świadczy często ilość lajków. I nie liczy się tu wiedza medyczna, lata praktyki, styczność z różnymi pacjentami. Nie ważne, że lekarz opiera swoją tezę na badaniach naukowych. Ważne, że komentarz na Facebooku ma największą ilość polubień.  Czy przyszło nam żyć w czasach, w których popularność posta świadczy o jego wiarygodności?

Nie lekceważmy roli lekarza, przecież chodzi o zdrowie naszych dzieci! Nie wystarczy wrzucić fotki, dowiedzieć się od ”specjalistek”, że to ospa wietrzna, kupić maści i smarować krostki.  Co z poważnymi powikłaniami, które mogą powstać podczas choroby? Gdzie wtedy mamy szukać sprawiedliwości i mamusiek, które przecież chciały pomóc. Chciały też, żebyśmy zaoszczędziły czas i nie szły do lekarza. Przecież one tylko chciały dobrze… No właśnie… dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. A to nasze dziecko ponosi konsekwencje słuchania takich wskazówek. Te rady w najlepszym przypadku są zwyczajnie nieskuteczne, a w najgorszym mogą nawet zagrozić życiu naszego dziecka.

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Ok, przyznaje się, że sama zaglądam czasem na takie grupy. Nie szukam tam jednak cudownych sposobów na uratowanie dziecka. Zawsze udaję się najpierw do specjalisty. Ewentualnie później omawiam wątpliwości, szukam namiarów na innego lekarza, z którym chcę skonsultować swoje obawy. Poświęcenie swojego czasu, szukanie odpowiedniego specjalisty jest lepszym rozwiązaniem niż słuchanie porad Doktora Facebooka. Oczywiście może zdarzyć się, że czyjeś dziecko przechodziło podobną chorobę. Pamiętajmy jednak, że dzieciaki różnią się między sobą. Nasze może przecież potrzebować innego leku, czy dawki, być może jest uczulone na któryś ze składników?

To naturalne, że martwimy się o swoje pociechy. Chcemy je jak najlepiej wychować, zadbać, aby niczego im nie brakowało, ulżyć w każdej dolegliwości. Szukamy pomocy płynącej z różnych źródeł tym bardziej, że zdarza się, iż diagnozy lekarzy bywają sprzeczne. Oddawanie życia moich dzieci w ręce specjalistek z grupy Facebookowej jest dla mnie przerażające. Portale społecznościowe nie są niczym złym. Mogą służyć do szukania inspiracji, do wymiany poglądów, dyskusji. Taka też jest ich rola. Diagnozę jednak pozostawmy lekarzom i nie zapominajmy o myśleniu.

=============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek ↓↓↓

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Święte słowa. Mnie też przeraża, jak gdzieś mi migają teksty typu „Dziecko ma gorączkę i drgawki, traci przytomność, co radzicie mu podać?”… No, po prostu ręce opadają.

    • Zgadza się. Ja oczywicie nikogo nie krytykuję, ale zachęcam do rozważnego podejścia do zdrowia swojego dziecka/

  • Amililamila

    Chciałabym serdecznie prosić o pomoc i wypełnienie krótkiej ankiety Panie w wieku 18-35, które mają dzieci lub są aktualnie w ciąży. Ankieta dotyczy aktywności mam w internecie (korzystania ze stron poświęconych macierzyństwu), wypełnienie nie zajmuje dużo czasu a będzie dla mnie bardzo pomocne w przygotowaniu pracy licencjackiej.
    Link do ankiety:
    https://www.interankiety.pl/i/xOaQ4nOX
    Z góry dziękuję za pomoc! 🙂

  • Ilona Wróblewska

    Tak jak piszesz czasem trzeba poczekać na wizytę i myślę, że zasięganie wiedzy w internecie ma na celu uspokojenie nas jako rodziców. Zakładam, że kieruje nami troska o zdrowie dziecka i jeżeli wyczytamy coś niepokojącego to odpowiednio szybciej zareagujemy. Ja zawsze polegam na swoim instynkcie macierzyńskim i jeżeli widzę coś niepokojącego jak najszybciej umawiam wizytę. Chyba nie jestem wyjątkiem i już niejednokrotnie przekonałam się, że instynkt macierzyński jest niezawodny! https://uploads.disquscdn.com/images/37d04f4e6705743ebfeba2ba7d702afc88ebc821498711abec99c22fac272e93.jpg

    • Joanna

      W jakim celu wkleiłaś pod komentarzem to zdjęcie? Zdajesz sobie sprawę z tego, że to forum publiczne i każdy ma do niego dostęp?

  • Ja totalnie nie rozumiem jak można tak lekkomyślnie podchodzić do zdrowia własnego dziecka…. Ale my ze względu na to, że Eryk i tak cały czas jest pod stałą opieką różnych specjalistów, wszystkie niepokojące nas zmiany czy symptomy konsultujemy z nimi.

    Choć powiem Ci, że kiedyś, jak Eryk był malutki zaczął mi coraz mniej jeść i od razu zgłosiłam to pediatrze, ona zleciła badania krwi i wyszło że ma bardzo obniżone żelazo, a u mojej bratowe była identyczna sytuacja i też poszła do swojego pediatry, a ten olał sprawę i powiedział że musi znaleźć „złoty środek” żeby dziecko jadło… i tylko dlatego, że ja jej powiedziałam że u nas z badań wyszło pod anemię, to ona na własny koszt zleciła badania i u jej dziecka wyszła już anemia, pediatrę zmieniła.

  • Niestety, często wynika to z tego, że nie możemy liczyć na naszych lekarzy. My długo błądziliśmy po omacku, aż w końcu po 7mc trafiliśmy na pediatrę z prawdziwego zdarzenia – czyli takiego co wysłał na badania, postawił diagnozę i przepisał leki, które zaczeły działać. Przez pół roku moje dziecko chorowało, a lekarze działali rutynowo z klemastyną na czele.

    • To prawda, trzeba pójść do 10 lekarzy, żeby trafić na tego idealnego. Tutaj liczy się podejście indywidualne, a nie grupowe…

  • Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy diagnozy szukają na forach internetowych, wśród różnych osób, często głupszych niż nam się wydaje. Masz problem – idź do lekarza. A chyba jeszcze bardziej przerażają mnie kobiety w ciąży pytające na grupach – ‚Mam plamienie, myślicie, że muszę jechać do lekarza, czy poczekać?’… no szczyt, szczyt głupoty…

  • Maluch w domu

    To prawda, że większość ludzi pierwszych wskazówek dotyczących symptomów szuka w Internecie. Przez Internet robimy ostatnio wszystko, niedługo będziemy siedzieć obok siebie i pisać do siebie przez Messengera!
    Ale gdy dziecko jest chore, to nie ma sensu szukać w gogle tylko działać, na żywo. Nie online. Ja ze zdrowiem dzieci nie eksperymentuje. Czytam dr G. tylko kiedy mam postawioną diagnozę i chcę pogłębić wiedzę o dolegliwościach!