Olomanolo w samolocie

0

Pisałam Wam wiele na temat podróżowania z dzieckiem samolotem.

Z moich wpisów dowiedzieliście się, jakie prawa mają Wasze dzieci u różnych przewoźników oraz jakimi wskazówkami powinniście kierować się przy zakupie biletu lotniczego.

Dzisiaj chciałam podsumować, jak te ogólne zasady miały się do naszej podróży oraz jak udało nam się przeżyć „ten” pierwszy raz.

Na naszą podróż do Stanów wybraliśmy linie KLM, wewnątrz Stanów lataliśmy z American Airlines.

Pisałam Wam, co KLM oferuje dzieciom podróżującym na pokładzie. W skrócie…W pierwszą stronę linie zaoferowały nam miejsce zarezerwowane od górnie obok rodziny z malutkim 7 miesięcznym dzieckiem. Kiedy po wejściu na pokład zobaczyłam to maleństwo leżące na rękach swojej mamy, pomyślałam „no to fajnie, cały lot będziemy słuchać naprzemiennego płaczu…raz Olka, raz tej małej istotki”. Początkowo załamałam się, nie wyobrażałam sobie 8 godzin lotu z dwójką dzieci obok siebie, z czego jedno miało spędzić ten czas na moich na kolanach. Liczyłam na kołyskę, w której położę mojego Olka. Olek zaśnie, a ja będę mogła usiąść do mojej wakacyjnej lektury – lipcowego Elle. Po starcie stewardesa podeszła do nas z kołyską, jak się za chwilkę okazało przeznaczoną dla naszych sąsiadów. Naszemu synkowi jego własne łoże nie przysługiwało. Był za duży…Do samego końca liczyłam po cichutku, że jednak się uda. Cóż zdecydowaliśmy się na podróż z roczniakiem, musieliśmy ponieść tego konsekwencje. Na wstępie to ja zostałam wylosowana, jako ta do trzymania Olunia na kolanach.

O starcie samolotu nie będę się rozpisywała, Olek nawet nie odczuł różnicy ciśnień, szumu w uszach czy czegoś innego. Zaraz po starcie zasnął jak królewna śnieżka.  Niestety ta chwila nie trwała długo, ponieważ na regenerację sił wystarczyło mu zaledwie 40 min. Po tym czasie niczym Kubica wystartował z fotela mamy i urządził sobie wyścigi po samolocie. Na pokładzie znalazła się jedna rzecz, która zaciekawiła go aż tak, że skakał z radości. Mianowicie schody łączące klasę biznes i ekonomik. Jego mina na ich widok była bezcenna. Dalszego przebiegu lotu nie będę Wam opisywała. Polegał on na wchodzeniu i schodzeniu z tych schodów przez 7 godzin. W między czasie były jeszcze spacery po pokładzie, piątki z pasażerami i puszczanie buziaczków. A nasi sąsiedzi w tym czasie popijali winko, oglądali filmy albo czytali książki, podczas gdy ich kruszynka spała cały lot.

Wracając do KLM, małemu nie przysługiwał żaden posiłek. Miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że podczas międzylądowań dostaliśmy nasz wózek z powrotem.

Droga powrotna była już łatwiejsza, nie dostaliśmy w gratisie żadnych sąsiadów, także wszystkie 4 fotele były dla nas. Z dwóch zrobiliśmy Olkowi łoże, na którym przespał 4 godziny… Możecie w to uwierzyć? Nawet ja się zdrzemnęłam, a w miedzy czasie obejrzałam nowość kinową Yves Saint Laurent. O… taki lot to mi się podoba:). Kolejne 4 godziny albo oglądaliśmy bajki na tablecie, albo jedliśmy, albo spacerowaliśmy po pokładzie. Zabroniliśmy sobie nawzajem pokazanie małemu schodów, to uratowało nas przez klęską.

Loty wewnętrzne okazały się pikusiem w porównaniu z lotem do Nowego Jorku.

Przeżyliśmy, jak widzicie da się latać z małym dzieckiem. Trzeba trochę zapału i wiary, że można. Znam wielu rodziców, którzy łapali się za głowę, kiedy słyszeli od nas, że lecimy z Olem w taką długą podróż. Rodzicie korzystajcie z tego, że do 2 roku prawie nie płacicie za bilet dziecka i zaplanujcie fajną podróż wakacyjną.

IMG_4247blog

IMG_4320blog

IMG_4243blog

IMG_4224blog

IMG_4198blog

IMG_4209blog

IMG_4214blog

IMG_4191blog

samolot

samolot4 samolot2 samolot1 samoilot3

 

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)