Myślisz, że masz źle w życiu? To koniecznie przeczytaj tę historię i zmień nastawienie!

0

Dziewczyny, dzisiaj temat ciężki, ale też bardzo ważny. Być może w tym tekście odnajdziesz cząstkę siebie lub kogoś Ci bliskiego. Znasz problem Dorosłych Dzieci Alkoholików? Jeżeli nie, to właśnie Cię uświadamiam, że taki problem istnieje i dotyczy sporej grupy osób. 

Wiele dorosłych dzieci myśli, że skoro wychowali się w domu bez miłości, gdzie na stole flaszka wódki była honorowym gościem, a rodziców bardziej niż ich oceny interesowały godziny otwarcia monopolowego, to muszą mieć całe życie pod górkę. Nic bardziej mylnego. I ja Ci to udowodnię! Zapraszam do lektury.

 

– Kurwa mać! Czy Ty raz nie możesz ugotować smacznego obiadu?! Znowu za dużo soli…Baby na stołówce robią smaczniejszą surówkę… Nie dość, że daje Ci pieniądze na zakupy to jeszcze mam sam gotować?!

-***

– To nic… To nic…Najważniejsze, że nie pije alkoholu. To najważniejsze. To była pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę poznając mojego obecnego męża. Nie pije. I tego się trzymam.

Nie chcę podawać imion. Bohaterami powyższego dialogu są moi znajomi. A raczej moja znajoma i jej mąż. A może nie tylko ona? Sądzę, że niestety pod tym dialogiem mogłabym wstawić całą listę osób. Dorosłe Dzieci Alkoholików.. Tak, to także pokolenie naszych znajomych. Osób, które wychowały się w trudnych warunkach. W domu, gdzie jedno z rodziców lub oboje nadużywali alkoholu. Zawsze coś było ważniejsze od Ciebie. Od małego wiecznie z czymś przegrywałaś… Z towarzystwem rodziców, z ich wyjściami, z butelką alkoholu. Na miłość i uwagę dorosłych trzeba było sobie zasłużyć. Całe życie żebrałeś o zainteresowanie.

 

– ,,Przecież kieliszek wina do obiadu nikomu nie zaszkodzi”- tłumaczyła mama w wersji niewinnej i lajtowej.

– ,,Przecież każdy facet ma prawo wypić piwo po ciężkim dniu pracy. Robicie wielkie halo”- ripostował ojciec.

Gorzej, gdy wszystko nagminnie się powtarza albo to, gdy nikt z dzieckiem nie rozmawia i nic mu nie tłumaczy…

Wzrastasz w zastraszeniu, już od progu jesteś w stanie rozpoznać po krokach, czy ojciec znowu pił i czy zrobi awanturę na cały blok. Twoje małżeństwo, gadanie męża to luksus w porównaniu z tym, co przeżywała Twoja mama. Dlatego nic nie mówisz i zaciskasz zęby. Przecież zawsze marzyłaś o założeniu rodziny, w której nie będzie alkoholu. Ale marzyłaś też o małżeństwie, w którym będzie miłość.  Jest?

Słuchaj Dziewczyno, wcale tak nie musi być. Nie musisz rozpamiętywać tego, co było. Za dużo ciężkich chwil za Tobą. Swoje złe doświadczenia z przeszłości możesz zamienić w… atut. Nieprawdopodobne? A jednak. Niepowodzenie może stać się szansą. Przeczytaj, co zrobiła moja przyjaciółka, która jest dla mnie Mistrzynią i niedoścignionym wzorem.

 

Sama wychowała się w rodzinie, w której alkoholu nadużywali oboje rodzice. Jako dziecko nie rozumiałam jej sytuacji, całe dnie spędzała w naszym domu. Dopiero w liceum zwierzyła mi się, że u nas zawsze był ciepły obiad, a moja mama była dla niej troskliwsza niż jej matka. Po tych słowach zawsze byłam wdzięczna rodzicom za ciepły, normalny dom, którego dawniej nie doceniałam. Jako nastolatka przeżywałam okresy buntu, ale jestem wdzięczna rodzicom za to, że nauczyli mnie rozmowy, która w konsekwencji pozwala rozwiązać problemy i niedomówienia.

 

– ,,Najgorsze, co mogłam dalej robić to użalać się nad sobą.”- powiedziała mi kiedyś moja przyjaciółka. I coś w tym jest.

 

Owszem, będąc w dołku można kopać dalej. Rozpamiętywanie porażek nie przyniesie jednak nic dobrego. Ludzie nie lubią smutasów i pesymistów. Przecież wszyscy mają mniejsze lub większe problemy. Nikt nie zostawi swojego życia w celu pocieszania Cię. No chyba, że będzie to jakiś szalony altruista.

W dorosłym życiu możesz wykorzystać fakt, że zawsze musiałaś liczyć na samą siebie. To nauczyło Cię zaradności. Złe lata na pewno okazały się dobrą szkołą przetrwania. Wierzysz, że to, co dobre jest przed Tobą. To takie proste zwalać każde niepowodzenie na syndrom ,,skrzywdzonego dziecka”. Zrobić sobie zajebiste alibi i przesiedzieć życie w ukryciu. Moja przyjaciółka powiedziała mi ostatnio przy kawie, że dumna ze swojej siły, jest dumna z tego, że przetrwała. W końcu powiedziała: STOP. I bardzo mi tym zaimponowała. Nie zamierza teraz żyć jak osoba, której wszystko się należy od życia, ,,bo ona miała ciężki start”.

 

Powtarzała tylko: ,,Kama, weź się w garść. Jeszcze nie takie chłopaka sobie znajdziesz, to nie koniec świata.”- Miała rację, mam wspaniałego męża. W końcu było mi głupio, ona z rozbitego domu, gdzie miłość była towarem deficytowym. I ja- dziecko szczęścia, nauczone miłości, rozmowy, szacunku… Ona pocieszała mnie. W każdej sprawie- osobistej, zawodowej, zdrowotnej…

 

Grunt to spojrzeć z dystansem na wszystko. Rozpoczęła terapię DDA. Wybaczyła. Uczy się żyć na nowo i tryska energią i zaraża optymizmem. Dziewczyny, nie wszystko stracone. Po spotkaniu z moją przyjaciółką naszła mnie refleksja jak mało w nas wdzięczności. Jak bardzo nie doceniamy tego, co mamy. Uwielbiamy użalać się nad sobą. Może zamiast jesiennej chandry w tym roku usiądziesz i zaczniesz szukać pozytywów w swoim życiu?

Przyłączysz się do wyzwania?

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)