„Jesteśmy w ciąży” jest dalekie od prawdy, dlatego przestańcie tak mówić!

9

Zanim rozpiszę się na dobre, chciałam was zapytać, czy wiecie może, kto wymyślił powiedzenie „jesteśmy w ciąży”. „My” oznaczające ciężarną i jej partnera.

Ja rozumiem, że związek łączy i wiąże się ze wspólnym robieniem wielu rzeczy, ale wybaczcie, oznajmianie komuś, że „jesteśmy w ciąży” jest dla mnie nie do pojęcia. Może to zwykły przejaw dumy przyszłych rodziców, a może okazywanie przez mężczyznę w grzeczny sposób współczucia dla jego partnerki? Z jednej strony fajnie, że przyszło nam żyć w czasach, w których faceci biorą czynny udział w przebiegu ciąży swoich partnerek, chodzą z nimi do lekarza, trzymają za rękę podczas badania usg, nadzorują terminy badań i wreszcie są obecni przy porodzie! Nie wiem, jak kiedyś kobieta znosiła poród w pojedynkę, kto wtedy wysłuchiwał jej wszystkich przekleństw wypowiadanych przy każdym skurczu? Kto głaskał ją po głowie mówiąc „jeszcze trochę, wytrzymaj” i kto jako pierwszy mówił „to już, dałaś radę!”.

Rola facetów, przyszłych ojców zmieniła się na przestrzeni kilkudziesięciu lat nie do poznania, ale jest jedna rzecz, która pozostała niezmieniona. Jest nią fakt bycia w ciąży, dla mnie to kobieta zawsze była w ciąży, a nie para. Facet co najwyżej może z żoną zrobić dziecko, a potem wspólnie z nią tyć, ale nie przeżyje za nią tych wszystkich dolegliwości, stresów i obaw związanych z byciem w ciąży. Za mało argumentów?  Nie ma sprawy, przeczytaj poniższe i przyznaj, że:

  1. To kobieta na początku ciąży wymiotuje, ma mdłości i dałaby się pokroić za sen w każdym miejscu i o każdej porze dnia. Facet co najwyżej może powiedzieć „ale mi przykro” albo „śpij teraz dużo i odpoczywaj”.
  2. To kobieta w ciąży czuje taką zgagę, jakby ktoś rozpalił jej w żołądku ognisko. Co najgorsze, nie może nic z tym zrobić, bo nawet zajadanie się kolejnymi kanapkami (zrobionymi przez partnera) nie jest w stanie ulżyć jej cierpieniom.
  3. To kobieta w ciąży spędza wieczory z herbatą w ręku, patrząc z zazdrością na męża sączącego czerwone wino… 9 miesięcy plus kolejne 12 na karmienie abstynencji potrafi doprowadzić niejedną z nas do depresji…
  4. To kobieta w ciąży budzi się 4 razy w ciągu nocy na sikanie. I co z tego, że za każdym razem jest w stanie zliczyć ilość kropli, które właśnie wysikała!
  5. To kobieta w ciąży musi zmierzyć się ze swoimi nowymi, nadprogramowymi kilogramami, a po urodzeniu dziecka wylewać siódme poty modląc się do Boga o swoje dawne ciało.
  6. To kobieta w ciąży musi zmagać się z niechcianym trądzikiem, plamami na twarzy i wypadającymi włosami. I to ona czuje się mało atrakcyjnie, podczas gdy facet błyszczy przy niej niczym gwiazda!
  7. To kobieta jest w stanie przeżyć 30-godzinny poród, a po tym wszystkim uśmiechnąć się i zacząć płakać ze szczęścia. Facet prędzej zszedłby z tego świata, niż przeżył takie katusze.

Jak widzicie ciąża dotyczy pary, ale przeżywa ją kobieta, dlatego wyrażenie „jesteśmy w ciąży” tak bardzo mnie denerwuje. Facet nigdy nie przeżyje tego czasu za kobietę, nie doczepi sobie brzucha i nie doświadczy prawdziwego bólu. Dlatego poprawnym wyrażeniem, które w pełni aprobuję jest: „Ja (kobieta) jestem w ciąży”. „My” w tym przypadku sprowadza się do „Wspólnie podjęliśmy decyzję o dziecku i (MY) razem je wychowujemy”.

=============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek.

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu

 

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Też nie rozumiem tego powiedzenia i jak je słyszę, to zastanawiam się kto jeszcze się spodziewa dziecka 🙂 Do głowy by mi nie przyszło, żeby tak mówić 😉

    • No niestety to się słyszy…A ja się trochę śmieję pod nosem…

  • Co racja, to racja 🙂

    • Prawda, ale komentarz taty powyżej też super!

  • Heniek Z Działek

    O, nie. Nie, nie, nie. Być może będzie to głos samotnego na puszczy, ale będzie. Wiem, że w całym tym 9 miesięcznym ‚horrorze’ – tak to wynika z twojego postu – udział mężczyzny jest ledwo kilku-, może kilkunastoprocentowy. Ale to nie oznacza, że możecie nam zabierać nasze ‚my’. Poza tym, myślicie, że tylko wy cierpicie z ww. powodów? O, nie. Większość z nich uderza też w nas:

    Początek ciąży – to nie tylko poranne mdłości. To również burza hormonów, wulkan, który dopiero się rozkręca. Jeśli ktoś myśli, że to co kobieta pokazuje przed okresem, to szczyt jej możliwości, grubo się myli. Teraz to się zaczyna jazda bez trzymanki. I kto to musi znosić? My, faceci. Truskawki w środku zimy, śledź w czekoladzie o północy, krzyki, szlochy, narzekania, euforia, depresja.

    Zgaga – wbrew pozorom, my, faceci też wiemy co to zgaga. Zwłaszcza jeśli wyleje się na zewnątrz. A często się to dzieje, prawda? I kto jest obiektem tych jadowitości? My, faceci. Poza tym, moje kochane, jak ma nie być zgagi, jak rąbiecie śledzia w czekoladzie po truskawkach?

    Alkohol – alkohol powoduje zgagę. Nie polecam, nie ma za czym tęsknić. Ale, oczywiście, kto dostaje po łbie w związku z tą abstynencyjną depresją? My,
    faceci.

    Sikanie – kto nie może spać, bo przyszła matka urządza sobie maratony do kibelka po nocy? Oczywiście stękanie, pomóż mi wstać, rany, znowu siku, weź
    bądź mądry i śpij w takich warunkach. Ale wciąż jesteśmy z wami, my, faceci.

    Kilogramy – A czy my, faceci, nie musimy się zmierzyć z waszymi dodatkowymi kilogramami? Patrzymy w milczeniu, jak w naszym mieszkaniu robi się niebezpiecznie mało miejsca. Wymieniamy sprężyny w samochodzie, aby trąc tłumikiem o asfalt nie zdradził wam, ile tak naprawdę przytyłyście. No ale jak się rąbie śledzia w czekoladzie o północy…

    Trądzik – No co jak co, ale to my, faceci, stawiamy czoła waszej utracie atrakcyjności. To my, faceci, wciąż powtarzamy, że jesteście najpiękniejsze, że parę
    krostek więcej, czy parę włosów mniej, to nic takiego. To my toczymy tą nierówna walkę. Choć skazani jesteśmy na porażkę, bo i tak wiecie lepiej.

    Poród – tak, tak – mity o męskim umieraniu przy 37 st C. Jesteśmy przy was, masujemy kręgosłupy, pomagamy wstawać, chodzić, siadać i się kłaść.
    Chodziliśmy w wami na szkoły rodzenia, żeby oddychać razem z wami. Uczyliśmy się o parciach, rozwarciach, skurczach, nacinaniach. Nasza ręka jest zawsze do dyspozycji, żebyście mogły ją ściskać, gnieść, miażdżyć. Jesteśmy przy was, aby wysłuchać, że to wszystko nasza wina, że nas nienawidzicie, nie
    chcecie znać. Wielu z nas, facetów, jest z wami do samego rozwiązania. Mimo wszystko, mimo tych siedmiu punktów. Dlaczego? Bo ta ciąża jest tak samo nasza, jak wasza. I my to wiemy. I fajnie by było, byście też o tym wiedziały.

    • Heniek, dziękuję Ci za tak obszerny komentarz. Jest cudny 🙂

    • W Dwupaku

      Piękny tekst! Śmialiśmy się z Mężem głośno, bo co śmieszne masz rację!
      Ja uważam, że Mąż ze mną jest w ciąży może nie czuje moich mdłości, ale kto przynosił mi miskę, gdy myślałam, że zarzygam nam całą pościel,
      kto godzi się na danie z woka zamiast burgera bo możemy zamówić tylko z jednego miejsca?
      Kto przytula nawet wtedy gdy wrzeszczę bez powodu? Ja myślę, że mężczyźni nie czuję / nie cierpią tego co kobiety ale oni mają „swoje ciążowe przygody / dolegliwości” i dlatego my mówimy, że w ciąży jesteśmy my.

      Pozdrawiam serdecznie

      ps zapachniało mi truskawkami… 😉

  • nigdy tak nie mowilam, choc od poczatku uwazalam ciaze za „nasza sprawe”…jednak mowienie – jestesmy w ciazy – bylo i jest dla mnie nadal jakies nie bardzo, bo rzeczywiscie to kobieta glownie doswiadcza wszystkiego tego, co z ciaza zwiazane

  • Ania askmum.pl

    Mi się wydaje, że to bardziej ma oznaczać: mama jest w ciąży, ale tata też poczuwa się do odpowiedzialności, dziecko jest wspólne i razem go wyczekujemy. Raczej słyszy się to w kontekście radosnej informacji niż opowieści związanych z dolegliwościami. Co prawda mój mąż nigdy by nie użył takiego sformułowania, ale jakoś mnie nie razi kiedy inni tak mówią 🙂