Jest jedna rzecz, której absolutnie nie powinnaś robić dla swojego dziecka. Wiesz jaka?

3
Rate this post

Dzisiaj tekst o nas- mamach. Takie już jesteśmy, że własnemu dziecku oddałybyśmy wszystko- nawet swoim kosztem. I to jest piękne. O to chodzi w miłości. Ale mądra miłość do drugiego człowieka nierozerwalnie wiąże się także z miłością do siebie. ,,Najpierw zadbaj o siebie, o swoje zdrowie, a będziesz mogła góry przenosić” – zachwalają specjaliści.  Osobiście wierzę, że tak jest. I wcale nie budzi się we mnie Matka Egoistka.

Wiecie co mnie boli? Gdy my, matki tracimy po porodzie swoją kobiecość. Właściwie często to się dzieje już nawet w trakcie ciąży… Każdy dodatkowy kilogram jest ,,dla dobra maluszka”. Objadanie się słodyczami do nieprzytomności zakrywamy zachciankami.  Głupio tłumaczymy, że TERAZ (czytaj w ciąży), to możemy jeść wszystko bez opamiętania. Bo przecież ,,jemy za dwoje”. Taki mit panował i często nadal panuje wśród naszych mam. Nam to często na rękę i folgujemy sobie z posiłkami, a diety na 9 miesięcy odstawiamy do kąta, tłumacząc, że po porodzie wszystko nadrobimy.

,,Wróci i dieta, i rozmiar S”- powtarzasz.

Jestem pewna, że znacie to wszystko z autopsji. Kto z nas nie lubi jeść, niech pierwszy rzuci kamień!  Zachowujemy się, jakby matka była osobnym tworem, tłumaczymy ją na wszystkie możliwe sposoby.Tymczasem… Nie ma taryfy ulgowej. Prawda jest taka,że w ciąży należy jeść ,,dla dwojga” zwracając uwagę na jakość produktów.

Jak wygląda dalszy scenariusz?

Dziecko przychodzi na świat, a Ciebie przytłacza rzeczywistość. Gruba, przesiadujesz w dresach i oversizowych bluzach, bo tylko w takich ciuchach zakrywasz brzuch, no i omijasz każde lustro. Znajomi nieudolnie Cię pocieszają, że ,,i tak dobrze wyglądasz”. Gówno prawda. Człowiek czuje się wtedy fatalnie sam ze sobą. Wiem, bo przez to przechodziłam.

To cała ja po ciąży z Olkiem- buty emu, kucyk, no make up. Dziwię się jak moi bliscy wytrzymali ze mną, skoro na wszystko narzekałam. W ciąży ze Stefkiem wszystko miało się zmienić. I co? Scenariusz jak wyżej. Urodziłam podczas zimy, więc spacery ograniczałam do minimum tłumacząc, że smog to zło. Zapuściłam się i nie mogłam na siebie patrzeć.

 

,,Dosyć tego!”- powiedziałam. I już od miesiąca ostro biorę się za siebie. Mówię serio. Od 7 tygodni (tak, słownie: SIEDMIU) tygodni regularnie chodzę na siłownie i basen. Nieee, wcale się nie przechwalam. Chcę Wam tylko uświadomić, że skoro ja-największy leniwiec byłam w stanie zmobilizować się do ćwiczeń, to Wy tym bardziej dacie radę.

I koniec z wymówkami.

Dziewczyny, jak było u Was? Dużo przytyłyście podczas ciąży? Ja ostro biorę się za siebie. Czuję się coraz lepiej sama ze sobą. Przyłączycie się do mnie? Razem będzie nam raźniej.

 

Share.

About Author

Mama dwuletniego Stefka i sześcioletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)