„Chciałam być perfekcyjną panią domu”, czyli jak dziecko zniszczyło moje marzenia

3

Muszę się w końcu do tego przyznać. Jestem perfekcjonistką. Ale czy jestem perfekcyjna? Po tym, jak zostałam mamą, już nie…

Perfekcjonizm to stan, do którego dążymy pokonując wiele przeszkód. Dajemy z siebie wszystko, by wejść na sam szczyt. Czasami okazuje się, że nasze działania nie są wystarczająco doskonałe, aby nas tam zaprowadziły i wtedy odzywa się nasz wewnętrzny krytyk. Siedzi on niestety w wielu kobietach, dla których duże znaczenie ma to, co powiedzą inni. Dążenie do perfekcjonizmu to stała i ciężka praca i, o ile nie napotykasz na swojej drodze żadnej przeszkody, udaje ci się go osiągnąć. Tylko po co?

Moje życie przed dziećmi było perfekcyjne – spokojne, przemyślane i wygłaskane. Miałam swoją strefę komfortu, w której czułam się bezpiecznie i w której realizowałam swoje nawyki, przyzwyczajenia i przekonania. Czułam się szczęśliwa, bo każdy szczegół mojej codzienności wyglądał tak, jak go sobie zaplanowałam. Problem pojawiał się, kiedy napotykałam przeszkody burzące mój plan na perfekcyjne życie. Każde, nawet najmniejsze potknięcie było powodem do zadręczania się i rozmyślania na temat tego, co zrobiłam źle.

Moje życie uległo zmianie w momencie urodzenia pierwszego dziecka. Czułam, jakbym straciła część siebie, bo nagle nadmiar obowiązków zabił moją perfekcyjność. Robienie rzeczy „po łebkach” było niezgodne z moją wewnętrzną wizją życia. Sprzeczne myśli rodziły frustrację i wieczne niezadowolenie.

Życie przed dziećmi było perfekcyjne!

To nie wina dzieci, że moje życie przestało być perfekcyjne. Ich narodziny były czymś wyjątkowym! Problem polega na tym, że ciężko jest być perfekcyjnym, kiedy dzieli się codzienność z małymi ludźmi, bo oni perfekcyjni nie są.

Dlatego perfekcyjnie czysty dom, pełna lodówka, zrobione pranie i prasowanie przestały funkcjonować, mimo że starałam się jeszcze bardziej osiągnąć wewnętrzny spokój (czyt. szczyt). Bieganie za starszym synem i sprzątanie po nim zabawek, rozrzuconych okruchów czy ścieranie rozlanej na podłodze herbaty zaczęły mnie męczyć i irytować. Dążyłam do perfekcji kosztem moich najbliższych, co było powodem wielu nieporozumień. Dłużej nie mogłam i nie chciałam tak funkcjonować. I wtedy doszłam do wniosku, że przy dzieciach perfekcjonizm nie istnieje. A my tak naprawdę nie możemy nic na to poradzić. Owszem można uparcie do niego dążyć, ale kosztem rodziny. Zmiany zaczęłam wprowadzać na naszym podwórku małymi krokami. Teraz mniej sprzątam, za to więcej przytulam dzieci, rzadziej odkurzam, ale częściej bawię się z nimi, a co najważniejsze – bardziej dbam o to, co moje dzieci myślą, niż co inni ludzie mówią. Maluchy nie będą przecież pamiętały czystej podłogi, za to w głowach pozostanie im obraz wiecznie zdenerwowanej bałaganem mamy.

Rodzice uparcie dążący do perfekcji wypadają słabo, bo dbając o to, co mówią inni, zabijają w sobie rodzicielską pewność siebie i sprawiają, że rodzicielstwo staje się bardziej stresujące i mało przyjemne. Osiągnięcie perfekcjonizmu, gdy ma się dzieci, jest niemożliwe. Im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę, tym szybciej zaczniemy cieszyć się macierzyństwem. Bądźmy dobrzy, nie idealni.

Nie ma skali, jak dobrą mamą powinnaś być. Ona jest w tobie i to ty powinnaś wyznaczyć sobie granice swojego „perfekcjonizmu”. Zrób tak, by innym też było dobrze, tak, abyś ty i twoja rodzina czuli się zadowoleni. Znajdź balans, który pozwoli ci czerpać radość garściami, a nie okruszkami.

Pamiętaj, dzieci kochają cię za to kim jesteś, dlatego staraj się być dla nich wspaniałą mamą lub wspaniałym tatą spędzając z nimi więcej czasu. Okruchy po bułce, rozlana herbata czy porozrzucane zabawki nie są wyznacznikiem miłości, a jedynie hamulcem do bycia w pełni szczęśliwym.

=============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek ↓↓↓

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu

 

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • U mnie to takie wieczne lawirowanie między perfekcjonizmem, a totalnym olewaniem wszystkiego 😉

    • Wiele kobiet tak ma, ciężko o równowagę. Ale jeszcze wszystko przed tobą 🙂

  • Andrzej

    Bardzo fajny wpis, ale ja mam troszkę inne podejście. Nie ogarniam tego prrfekcjonizmu. Nie wiem po co on komu i kto to wymyslil. Jak to dzieci nie sa perfekcyjne? Oczywiscie, ze sa! Mają tylko inne wartosci, inne cele i inną świadomość tego, co jest perfekcyjne. Dla nas to bedzie wysprzatana na glanc chałupa, a dla dziecka malowidlo kredkami swiecowymi na świeżo malowanej scianie. Jak dla mnie perfekcjonizm nie istnieje. Nie ważne jak robi się cos dobrze, bo zawsze znajdzie sie jakis gość, ktory to skrytykuje. Tak samo ktoś moze uznać mój komentarz za krytyczny, mimo, ze nie taki jest jego cel:) podsumowujac, to dzieci są perfekcyjne, tylko ich definiowanie tego pojęcia rozni sie od naszego;) pozdrawiam serdecznie;)