By wychować szczęśliwe dziecko musisz zacząć od tej jednej rzeczy

5

Zanim zostałam mamą myślałam, że wychowanie dziecka to błahostka, która ogranicza się do zmiany pieluszki, karmienia i wychodzenia z dzieckiem na spacery. Zajmowanie się małymi dziećmi znałam raczej z autopsji niż praktyki lub filmów, na których macierzyństwo niemal zawsze przedstawiane jest jako barwne i wesołe, niebudzące żadnych negatywnych odczuć.

Rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię. Kiedy zostałam mamą okazało się, że to wcale nie taka bułka z masłem. Jeszcze będąc w ciąży z pierwszym synem snułam plany odnośnie jego wychowania, zastanawiałam się jaki on będzie i czy poradzę sobie w nowej roli. Plan, jaki zrobiłam na swoje macierzyństwo był zupełnie odmienny od tego, który wymyśliła sobie moja mama trzydzieści kilka lat temu. W zasadzie różnił się tylko jedną rzeczą, może i małą, ale bardzo istotną.

To właśnie mamy brakowało mi najbardziej, kiedy byłam małą dziewczynką, ale w tamtych czasach taki właśnie panował model wychowawczy. „Nie noś na rekach, bo się przyzwyczai”, „Nie tul, bo się nie odklei”. Znacie to? Ten model stosowany był wtedy w wielu domach i choćbym bardzo chciała, nie zrozumiem polityki rodzicielskiej tamtych lat. Może czasy, w których się urodziliśmy miały na to pośredni wpływ, a nasi rodzice pragnęli, abyśmy wyrośli na harde i pewne siebie osoby? Tylko czy na pewno myśleli, że ten model jest faktycznie ok? Czy zimny chów i duży dystans rodzica to najlepszy sposób na wychowanie szczęśliwego dziecka?

Teraz, kiedy jestem już mamą pełną parą, bo wychowuję dwóch synów, znam odpowiedź na to pytanie. Otóż nie! Zimny chów i oschłość w uczuciach wobec swojego dziecka nie wróży niczego dobrego. Pozytywna więź pomiędzy dzieckiem a rodzicem, zbudowana od okresu noworodkowego jest najważniejsza. Bliskie więzi z rodzicem są podstawą poczucia pewności siebie. Dziecko, które ma poczucie tej więzi poradzi sobie w życiu, bo nie będzie bało się zasad i norm, które nim kierują. Będzie wiedziało, że za jego czynami stoi rodzic, który je dopinguje i motywuje. Warunek, aby relacje rodzicielskie były długodystansowe i pozytywne jest jeden. Trzeba zacząć je tworzyć zaraz po narodzinach. Jeżeli rozwój maluszka przebiega bez żadnych komplikacji, to pomiędzy dzieckiem i rodzicami wytwarza się naturalna bliskość. To oni stają się dla swojej pociechy źródłem bezpieczeństwa.

Zobaczcie, jakie to proste. Bliskie więzi powodują, że dziecko czuje się bezpieczne. Jest jedno ALE, o którym pisałam w jednym z ostatnich wpisów. Jest nim rozsądek. My, jako rodzice powinniśmy bezwzględnie zachować go niemal we wszystkim. Toksyczna miłość prowadzi do kłopotów w dorosłym życiu, bo zamiast poczucia oparcia, dziecko będzie upatrywało w rodzicu swojej prawej ręki. Natomiast brak czułości ze strony rodzica sprawi, że dziecko wyrośnie na zimną osobę bez uczuć i potrzeby nawiązywania bliskich relacji z innymi.

Budowanie pozytywnych relacji z dzieckiem wygląda inaczej w okresie noworodkowym i w czasach, kiedy dziecko zaczyna już chodzić do szkoły.  Wraz z wiekiem rośnie dystans, który jest niezbędny do tego, aby dziecko rozwijało się prawidłowo, aby radziło sobie samo bez niczyjej pomocy. Pamiętajmy o tym, że balans i równowaga w naszym podejściu do macierzyństwa są źródłem sukcesu.

Wielokrotnie słyszałam od starszych osób, żebym nie nosiła swoich dzieci na rękach, bo się rozpuszczą i na początku uważałam, że to bardzo cenna porada. Lepiej przecież wypić sobie ciepłą kawę, kiedy dziecko płaczę w pokoju obok, co mi tam! Ale jakiś czas temu, czytając pewną mądrą książkę naszła mnie myśl, że przecież dzieci rosną i nikt nie będzie nosił ich na rękach wiecznie. Raczkujący maluch jest bardziej zainteresowany tym, co dzieje się wkoło, niż tym, co ujrzy z perspektywy rąk mamy czy taty. Do cholery, dlaczego mam nie nosić dziecka, tulić go, jeżeli ten okres trwa dosłownie kilka miesięcy?! Przecież to ono jest moim największym marzeniem i to jemu chcę okazywać miłość, która wypełnia moje serce.

Szczęście dziecka zależy wyłącznie od rodziców i od tego, czy zapewnią mu oni odpowiednie wsparcie. Dzięki niemu nasza pociecha nie będzie bała się poznawać świata, odkrywać nieznanego. Pewność siebie i odwaga pozwolą dziecku nabyć odpowiednie kompetencje społeczne i intelektualne. Czym zaowocuje zapewnianie go, że sobie poradzi? Nowymi kontaktami z rówieśnikami, otwartością i przede wszystkim empatią. Nie wychowujmy małych egoistów!

Brak wsparcia, czułości i bliskości ze strony rodziców potrafi okaleczyć dziecko emocjonalnie, dlatego jak najwcześniej przyjrzyjmy się swoim zachowaniom. Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy  na pewno dobrze zaczęliśmy budować więź ze swoim dzieckiem? To od niej zależy jego szczęście!

Chusta do noszenia ze zdjęcia ==> Quaranta Settimane

============================

Jeżeli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich kanałach social media. Wystarczy, że klikniesz któryś w poniższych ikonek ↓↓↓

=============================

Jeśli chcesz być z nami w ciągłym kontakcie, zachęcam do:

→ Polub nasz profil na Facebooku lub profil na Bloglovin. Dzięki temu będziesz na bieżąco z nowościami na blogu.

→ Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tu sporo zdjęć z codziennego życia, których zazwyczaj nie publikuję na blogu

 

 

Share.

About Author

Mama trzyletniego Aleksandra, zakochana w macierzyństwie, modzie i swojej pracy :)

  • Ja chyba przez dwa pierwsze lata w kółko nosiłam syna, prawie wcale nie korzystaliśmy z wózka, nie mieliśmy nosidła, chusty, ciągle tylko na rękach 🙂

    • Ale wymagający zawodnik wam sie trafił. Zobaczysz, za kilka lat to on bedzie nosił Ciebie na rękach.

  • Otóż to ! Świetny wpis 🙂

  • Ja mam nosidełko Tula i jest świetne, bo cały czas mamy kontakt z dzieckiem nawet podczas domowych czynności.

  • Można takie wypożyczyć na popaopa.pl